mototour.pl trasy motocyklowe miejsca przyjazne motocyklistom zloty motocyklowe

Białoruś - dziennik podróży...

+ 6
+ 4

Cel: Białoruś
Trasa: Szosa 70%, szutry 30%
Długość trasy: 2800 km

( Dodaj opinie )

Dziennik wyprawy na Białoruś w dniach 29.04.2017 – 07.05.2017. 
 
Uczestnicy:
Przemo – R1200GS Adventure
Marcin i Marta – BMW R1200GS LC
Wojtek – R1200GS LC
Maciej i Iwona – R1200GS
Grzesiek – Honda Transalp 650
Daniel – Honda Transalp 600
Marcin – Yamaha XJ600 Diversion
Paweł – Honda Africa Twin 750
Kajetan i Paulina – R1200GS
Marek – R1200GS Adventure
Robert – R1200GS Adventure LC
 
28.04.2017 Piątek:
 
Wieczorem zajeżdża do mnie na kwadrat Paweł (AfricaTwin) i Wojtek (Dusza R1200GS LC). Współczułem im bo lecieli w zimnie i w deszczu. Wieczorkiem szybka herbatka, kolacja, piwko. Potem lulu bo rano jesteśmy umówieni z pozostałą ekipą. 
Ps. Reszta spoza Warszawy rozlokowana była gdzie indziej u swoich znajomych.
 
 
29.04.2017 Sobota:
 
Pobudka, śniadanie i lecimy na miejsce spotkania. Wszyscy byli punktualnie. Przywitania, poznawanie się i w drogę. Po drodze zgarniamy w Kałuszynie dwóch Marcinów i Martę.
 
Lecimy na granicę. Postanowiliśmy że lecimy w całej grupie. Powiem że sprawnie to szło i dość szybko. Dojazd do granicy, kawka, herbatka bo było chłodno ale bez deszczu a to wielka zaleta.
Polska stronę przejechaliśmy dość szybko ale stronę Białoruską pokonaliśmy w 5 godzin. Być może było to spowodowane tym że ruszyliśmy na podbój przejścia Białoruskiego całą grupą i jak taki młody pogranicznik to zobaczył to nas cofnął na koniec kolejki.
 
Pierwszy dzień był też z mała przygodą tzn. gumą w Transalpie Daniela – co jakiś czas musieliśmy dotlenić jego koło powietrzem z kompresora. 
Po przekroczeniu granicy czekał już na nas Igor, który sprawnie odstawił Daniela na (polska nazwa: szynomontażaby załatał sobie oponę) a nas do hostelu. Daniel po naprawie też do nas dobił.
Hostel okazał się bardzo przyjemny – mieliśmy dwa pokoje z piętrowymi łóżkami dla całej grupy. Igor załatwił nam tez tam rejestrację hotelową na cały pobyt abyśmy mieli to z czapy.
 
Wieczorem Igor oprowadził nas bo Brześciu (Брэст) - drugie co do wielkości i szóste co do ludności miasto na Białorusi, u ujścia Muchawca do Bugu, siedziba administracyjna obwodu brzeskiego i rejonu brzeskiego. Znajdując jakąś knajpkę a w cale nie było łatwo coś znaleźć na 15 osób zjedliśmy coś, wypiliśmy piwko i powrót do Hostelu. Tam jeszcze trochę whisky i spać bo przecież rano zwiedzanie i pierwsza objazdówka.
Ps. W Brześciu jest takie miejsce gdzie jeszcze Latarnik codziennie o zmierzchu zapala i gasi o świcie naftowe latarnie uliczne.
 
Cena Hostelu za osobę ok. 33 pln – 15 rubli.
 
 
30.04.2017 Niedziela: 
 
Pobudka, poranna toaleta i o 9:00 wyjazd na objazdówkę z Igorem. Pokazał nam Twierdzę Brzeską (Брестскаякрепость ) - zespół fortyfikacji wzniesionych przez Imperium Rosyjskie w 1. połowie XIX wieku przy ujściu rzeki Muchawiec do Bugu, w pobliżu Brześcia. W 1833 roku cesarz Mikołaj I Romanow nakazał budowę twierdzy w Brześciu. Miał to być system fortyfikacji, trzymających w ryzach podbitą Polskę Twierdza bardzo ładna trochę zbliżona do naszego Modlina. 
Dalej w trasę widokową która doprowadziła nas do miejscowości Kamieniec (Камяне́ц – miasto w zachodniej Białorusi (obwód brzeski), stolica rejonu kamienieckiego. Tu obejrzeliśmy wieżę zamkową z końca XIII w. pierwotnie otoczona palisadą oraz z oddali Cerkiew św. Szymona Słupnika w Kamieńcu – świątynia prawosławna zbudowana na początku XX wieku znajdująca się w Kamieńcu na Białorusi jak również pomnik żubra.
Potem dalej także widokową trasą do Pałacu Sapiehów w Różanie - ruina pałacu znajdująca się w Różanie, dawna siedziba rodu Sapiehów. Pierwotna rezydencja dla hetmana Lwa Sapiehy powstała w tym miejscu w początkach XVII wieku i w niej gościł królewicza Władysława Wazę idącego w 1617 roku z armią na Moskwę. W 1831 roku Rosjanie za udział w Powstaniu listopadowym skonfiskowały Eustachemu Sapiesze dobra różańskie i dereczyńskie, a następnie przerobiły pałac na fabrykę włókienniczą. Pałac został spalony w 1914 roku podczas I wojny światowej po czym po 1930 roku rozpoczęto jego długą odbudowę, którą przerwało ponowne spalenie go w czasie II wojny światowej w 1944 roku. Pałac jest od 2008 roku odnawiany dzięki funduszom Unii Europejskiej. W 2012 roku wyremontowano bramę główną i odbudowano z ruin obie kordegardy.
Potem jeszcze po trasie zwiedziliśmy Pałac Pusłowskich w Kosowie (biał.ПалацПуслоўскіx у Марачоўшчынe) – rezydencja rodziny Pusłowskich zbudowana w 1838 na terenie odległego o trzy kilometry od centrum miasta folwarku Mereczowszczyzna. Od 2007 roku trwa remont pałacu.  . 
 
W sumie wspólnie z Igorem na zaplanowanym przez niego objeździe przejechaliśmy ok. 160 km. Potem się rozstaliśmy i Igor pojechał na Grodno a my na Baranowicze. 
 
Po drodze szukając jadłodajni zahaczyliśmy jakieś wesele gdzie Panna i Pan młody robili sobie zdjęcia w całej grupie motocykli. 
 
W samych Baranowiczach nie udało nam się znaleźć noclegu, jednak sympatyczna Pani która malowała płot w swojej posesji dała nam namiary na nocleg ok. 15 km  za Baranowiczami. 
 
Była tam mała wioseczka a w niej dwa bloki. W jednym z nich był jakiś internat gdzie kiedyś mieszkali wojskowi. Nocleg wyglądał niczym z horrorów. Jednak takie miejsca są zajebiste bo lepiej spać w takim czymś i wspomina się to przez lata niż w hotelu 5 gwiazdkowym gdzie wspomnienia o noclegu mijają niezauważalnie. Był tam też taki chłopczyk, który miał jeża – chciał nam go potem dać (strasznie to wzruszające, tzn. dzieci które nie mają za wiele potrafią dać coś ………..) 
 
Wieczorkiem oczywiście wódeczka piweczko, jednym słowem dalsza integracja. 
 
Cenę za nocleg stargowaliśmy z 8 na 5 rubli za osobę.
 
 
01.05.2017 Poniedziałek:
 
Pobudka oczywiście o poranku. Toaleta i w drogę na Mińsk. Na początek drogi zaplanowaliśmy zwiedzanie Muzeum Kolei w Baranowiczach (Баранавічы)– niektóre pociągi robią wrażenie, wpisaliśmy się tam do księgi pamiątkowej. 
 
Potem ruszyliśmy na zwiedzenie Domu Adama Mickiewicza Zaosiu (Завосьсе) - wieś na Białorusi, w obwodzie brzeskim, w rejonie baranowickim - i dalej w trasę odwiedzając Zamek w Nieświeżu (Нясвіж – miasto w obwodzie mińskim, siedziba rejonu nieświeskiegoBiałorusi), który w przeszłości stanowił rezydencję rodu Radziwiłłów i Zamek w Mirze (Мір – osiedle typu miejskiego na Białorusi, położone w obwodzie grodzieńskim, w rejonie korelickim, ok. 85 km na południowy zachód od Mińska) usytuowany w pobliżu Miru. W 2000 został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
 
Po zwiedzaniu udaliśmy się w stronę Mińska bo tam niedaleko mieliśmy namiary na Hostel. 
 
Mieliśmy spać w takiej miejscowości w której tak jak wyżej napisałem wcześniej wiedzieliśmy że jest hostel. Wbijamy się ale dom otwarty, jakiś jeden człowiek w środku, który też tylko wynajmuje pokój i niestety nic nie wie. 
Nastała krótka konsternacja bo trzeba już się kwaterować bo późno. Na początku zapadła decyzja że zostajemy, wbijamy się na pokoje, które są pootwierane i jest git. Jak właściciel przyjedzie to się z nim rozliczymy a jak nie to sobie pośpimy i może coś mu zostawimy na stole. 
 
Plan był genialny ale nie wypalił bo zaczęliśmy chodzić po wiosce i rozpytywać jak się skontaktować z właścicielem. Zleciało się trochę ludzi z sąsiedztwa tego pseudo Hostelu aby nam pomóc. Koniec końców wylądowaliśmy w innym motelu oddalonym o jakieś ok. 10 km. Pogoda pod koniec nie rozpieszczała. Pani z motelu mówiła że przed naszym przyjazdem padał śnieg.
 
Pod Motelem był sklep gdzie mieli przepyszny ser – nasza ekipa wykupiła spory zapas. Do sera nie zabrakło też jak że dobrej po takiej podróży wódeczki. Która integruje i rozwiązuje języki.
Cena spania 13 rubli za osobę.
 
02.05.2017 Wtorek:
 
Budzimy się rano i w drogę na Mińsk. Za oknem tylko 2 stopnie pokazujące się na termometrach motocykli – piździ. Jak żyć Panie jak żyć. No cóż ale trzeba jechać dalej. 
 
Trasa jaką jechaliśmy przeszła w jakieś szutrowe błocko co spowodowało uśmiechy na twarzach. Jednak po jakiś czasie droga się skończyła – powalony był na niej jakiś betonowy przepust. Z początku był plan zawracać ale pojawiło się światełko w tunelu aby przecisnąć się wąska szczeliną. W przypadku niepowodzenia przejazd groził tym z krótkimi nóżkami zwaleniem się do rowu na prawa stronę. Jednak i tu sobie poradziliśmy bo zaczęła się współpraca w postaci asekuracji przejazdu każdego motocykla – piękna zbiorowa praca jak w czynie społecznym. Wszystkim  udało się przejechać i pocisnęliśmy dalej. Zaraz po przejeździe Wojtek (Dusza) i Paweł postanowili jeszcze schłodzić się w ogromniej kałuży która była zaraz po przepuście blokującym drogę – był bardzo ładny wręcz efektowny rozbryzg wody. Na ten efekt zareagowali jeszcze bardziej większą radością. 
 
Po przejeździe dolecieliśmy do miejsca zwiedzania, czyli pierwszy punkt Linia Stalina - nieoficjalna nazwa pasa umocnień zbudowanego w latach 30. XX w. przez ZSRR wzdłuż swojej zachodniej granicy z Finlandią, Estonią, Łotwą, Polską i Rumunią, od Bałtyku aż po Morze Czarne. Pas oparty był na serii umocnionych rejonów, zwanych „UR” (skrót od rosyjskiego Укрепленный Район). Każdy „UR” wyposażony był w od dwóch do ośmiu batalionów ckm-ów, pułk artyleryjski, kilka baterii artylerii ciężkiej, batalion pancerny, kompanię lub batalion łączności, batalion inżynieryjno-saperski i inne pododdziały. Dorównywał siłą korpusowi, miał własne dowództwo i sztab.Rejon umocniony rozciągał się na długości od 100 do 180 kilometrów wzdłuż frontu i od 30 do 50 kilometrów w głąb. Wyposażony był w skomplikowany system żelbetowych i pancernych schronów bojowych i umocnień zabezpieczających.
Bardzo efektowne miejsce w którym zgromadzono masę sprzętu wojskowego. Postrzelaliśmy tu z broni i z czołgu tzn. dziewczyny pizgnęły z lufy i wysadziły w powietrze mistycznego kurczaka który był ukryty za niemieckim czołgiem do którego się niby strzelało.
 
Potem dalej do Mińska zobaczyć słynny dworzec kolejowy i zostawić jakieś podarki, które Marcin od Yamahy wiózł dla jakiejś znajomej rodziny. Dzięki temu przejechaliśmy się przez Mińsk. Sam dworzec kolejowy wzbudził takie zainteresowanie że zrezygnowaliśmy z jego zwiedzania bo czas poświęcony na oglądanie musiałby być nie mniejszy niż 5 godzin. 
 
Z Mińska ruszyliśmy do Chatynia (Хатынь) - Dawniej w tym miejscu położona była wieś, która została spalona wraz z mieszkańcami 22 marca 1943 roku przez niemieckie SS-Sonderkommando Dirlewanger pod przywództwem SS-Sturmbannführera Oskara Dirlewangera oraz 118. Batalion Policji Pomocniczej (Ukrainische Schutzmannschafts Bataillon F/118), złożony z ukraińskich ochotników, członków OUN i byłych żołnierzy Armii Czerwonej, którzy po wzięciu do niewoli przez Niemców przeszli na ich stronę. Miejsce daje do myślenia.
 
Po zwiedzaniu lecimy dalej podzieleni na 2 grupy. Jedna leci asfaltem a druga szuterkiem – spotykamy się w wyznaczonym miejscu. Potem dalej już wspólnie lecimy trasą przez rozlewiska. Ten dzień obfitował również w małe szkody. Lecieliśmy drogą gdzie dojechaliśmy do takiej wioski. W wioseczce zastaliśmy dwie babcie i dziadka. Pytamy o dalszą drogę czy jest ok., czy da się przejechać – oczywiście dostaliśmy odpowiedź że tak. No to jak tak to lecimy.
Zaraz po starcie obaliłem swego GS-a na mokrej trawie. Uszkodzenia to połamany uchwyt osłony dłoni, zgięty stelaż kufra i sam kufer oraz zwichrowany stelaż szyby, no cóż bywa. 
 
Lecimy dalej tam miał wywrotkę na swoim GS-ie Majonez – całe szczęście bez strat oraz Kajtek na swoim GS-ie. Niestety w przypadku Kajtka było gorzej bo urwał mu się kufer Vario oraz pierścień od Tankbaga. Urwanie Tankbaga spowodowało to że korek wlewu paliwa też się urwał i wylała się na niego i motocykl spora ilość paliwa – ponoć paliwo dostające się na ciało ma przełożenie na to że strasznie szczypią jajca jak je zaleje. W każdym bądź razie od tego czasu Kajtek pachniał perfumami o zapachu benzyny. 
 
Po tych przygodach postanawiamy zawrócić na inna drogę. Śmialiśmy się potem że te babcie i dziadek z nudów wysyłają ludzi na tą drogę i maja ubaw z tych którym się uda wrócić a i być może są tacy którzy już zostali w tym lesie.
Lecimy już normalna drogą gdzie nagle Kajtek zatrzymuje peleton bo ponoć Paulina zobaczyła człowieka leżącego w rowie. Zawracamy aby sprawdzić i rzeczywiście leży. Całe szczęście okazało się że był pijany. Po przebudzeniu go miał do nas pretensje czy u nas to normalne że budzimy ludzi śpiących w rowie. Koniec końców wziął od nas fajeczka a my polecieliśmy dalej. Pytanie czy jak odjechaliśmy to czy położył się dalej spać czy poszedł do domu.
 
Wieczorkiem dotarliśmy nad jeziora i tam udało się nam znaleźć przepiękny nocleg nad samym jeziorem w jakimś ośrodku, który jeszcze nie był otwarty przed sezonem. Jednak panowie stróżujący udostępnili nam go. Napalili tak że mieliśmy ciepłe grzejniki, ciepła wodę. Po rozpakowaniu była mała bibka.
 
Cena ok. 12 rubli za osobę.
 
03.05.2017 Środa:
 
Rano pobudka ale to była ciężka pobudka uwzględniając poprzednie nocne balety. Reszta zostaje tajemnicą. Jedynie Marek ma zapisaną historie tego poranka .
Po zbiórce lecimy zwiedzić ruiny zamkuwBychowie ( Быхов). Bychów to miastorejonowe na wschodniej Białorusi, w obwodzie mohylewskim, położone nad Dnieprem, 44 km na południe od Mohylewa, stolica rejonu bychowskiego. W końcu XVI wieku ośrodek dóbr hetmana wielkiego litewskiegoJana Karola Chodkiewicza, który po 1590 roku dzięki przywilejowi Zygmunta III Wazy rozbudował zamek wznoszący się na brzegu Dniepru.
 
W Bychowie stajemy się lokalna atrakcją. Panie chyba z jakiejś prasy przeprowadzają z nami wywiad, robią zdjęcia a wszystko po to aby zamieścić to wydarzenie w jakiejś lokalnej prasie – mamy dostać skan gazety. Załatwiają nam też przewodnika mówiącego po Polsku (Pan jest Archeologiem) aby oprowadził nas po lokalnym muzeum i miasteczku. Na zwiedzaniu schodzi nam sporo czasu.
Potem lecimy coś przekąsić, czyli obiad a następnie na trasę widokową by dotrzeć do Mochylewa (Могилёв) - miasta nad Dnieprem, blisko granicy z Rosją, siedziba administracyjna obwodu mohylewskiego i rejonu mohylewskiego. 
Tu zwiedzamy Monaster św. Mikołaja - prawosławny żeński klasztor, w jurysdykcji eparchii mohylewskiej i mścisławskiejEgzarchatu Białoruskiego Patriarchatu Moskiewskiego. Obiekt znajduje się na liście informacyjnej (Tentative List) UNESCO – cały w złocie. 
 
Dalej szuterek który na mapie był główną drogą a skończył się w polu. Znowu nastał podział na dwie grupy, czyli część się wróciła a część poleciała dalej przez pola. Spotkać się mieliśmy w miejscowości Horki (Горки) - miasto w obwodzie mohylewskim, centrum administracyjne rejonu horeckiego, nad Pronią (dorzecze Dniepru). Miasto magnackie położone było w końcu XVIII wieku w hrabstwie hory-horackim w powiecie orszańskimwojewództwa witebskiego. Zwiedzić tam mieliśmy park. Niestety ale po tym jak zaparkowaliśmy motocykle na chodniku i policjant nas przegonił grożąc mandatem zrezygnowaliśmy i polecieliśmy dalej do miejscowości Orsza (Орша) - miasto na Białorusi, nad Dnieprem, u ujścia Orszycy. Miasto królewskie położone było w końcu XVIII wieku w powiecie orszańskimwojewództwa witebskiego. Tu mieliśmy szukać noclegu. 
 
W Orszy znaleźliśmy hotel o nazwie Orsza niestety ale nie było w nim miejsc ale dostaliśmy informację że ten hotel posiada filie gdzie śpi cała masa kitajców (Chińczyczków) i jest tani. Pozyskując te informacje ruszyliśmy tam. Niestety ale gdybyśmy nie natrafili na pomoc jakiegoś Pana to tam tez byśmy nie odstali miejsca. Był on tak dobry że po wydzwaniał gdzie trzeba i dostaliśmy nocleg. Pokoje okazały się spoko ale pomieszczenie z prysznicem zlokalizowane niżej niż pokoje już nie nastrajało. Trzeba było tam mieć oczy dookoła głowy aby ktoś nie chciał nam umyć pleców . Tegoż jegomościa co nam pomógł Kajtek odwiózł potem motocyklem do domu, gdzie został poczęstowany kotletami.
 
Wieczorkiem oczywiście wódeczka, piwko i lulu bo rano dalsze zdobywanie Białorusi.
 
Nocleg ok. 11 rubli za osobę.
 
04.05.2017 Czwartek:
 
Czwartek obfitował bardziej w trasę krajoznawczą niż w zabytki. Przeprawialiśmy się wojskowym mostem przez rzekę co było ciekawym urozmaiceniem. Potem polecieliśmy trochę szuterkami i zrobiliśmy sobie błogie lenistwo przerwa pod mostem nad rzeką.
 
Następnie dojechaliśmy do Nowopłocka (Новополоцк – miasto na północy Białorusi, w obwodzie witebskim, nad Dźwiną, położone 8 km na zachód od Połocka, wraz z którym tworzy aglomerację miejsko-przemysłową.) aby tam zjeść obiadzik. 
 
Po obiedzie ruszyliśmy na trasę gdzie z godnie z mapą mieliśmy przeprawiać się promem przez rzekę. Niestety po dojechaniu okazało się że prom chyba nie kursuje. Po próbie przywołania promu klaksonami nie było efektu wiec musieliśmy zawrócić aby dojechać w wyznaczone miejsce – szkoda.
 
Nocleg zaklepaliśmy za pomocą w aplikacji booking. Hotel okazał się miejscem zupełnie innym niż z bookingu, raz że musieliśmy wypełniać kupę papierów aby się zameldować (zajęło to nam około 2 godzin) to jeszcze łazienki i prysznice były na korytarzach. Prysznic kosztował 1,5 rubla ale co z tego jak nie było w nim ciepłej wody. Sam Hotel był położony niedaleko sporego jeziorka – i to położenie i możliwy spacer rekompensowało wszystko. Dodatkowo dopisywała nam tego dnia ładna pogoda (27 stopni) dzięki czemu można było też zobaczyć pięknyzachódsłońca nad jeziorem.
 
Oczywiście były też zakupy w miejscowym sklepie aby przeprowadzić dalszy etap integracji.
 
Cena za hotel ok. 11 rubli za osobę.
 
05.05.2017 Piątek:
 
Jak to zawsze bywa na wyprawach poranne wstawanie, śniadanie aby ruszyć w trasę. 
 
Po trasie zwiedziliśmy Kościół pw. Trójcy Świętej w Widzach (Widze - Відзы − osiedle typu miejskiego na Białorusi, w obwodzie witebskim w rejonie brasławskim. 
 
Potem polecieliśmy drogą krajową która okazała się szuterkiem nad jeziorem. Po tej trasie zwiedziliśmy 2 ruiny zameczków i spotkaliśmy grupy motocyklistów z Polski – jedna z nich była Rajdem Katyńskim.
 
Trafiliśmy też na obiadek w pewnej miejscowości który kosztował 5 rubli za osobę i składał się z dwóch dań. Żeby było szybciej każdy wziął to samo.
 
Po obiedzie ruszyliśmy do Nowogródka (Новогрудок – miasto w obwodzie grodzieńskimBiałorusi, na Wyżynie Nowogródzkiej. Stolica województwa nowogródzkiegoWielkiego Księstwa Litewskiego i I Rzeczypospolitej (1500–1795), stolica województwa nowogródzkiegoII Rzeczypospolitej.
W Nowogródku najpierw zwiedziliśmy Muzeum Adama Mickiewicza oraz wybudowany przez Mendoga z połowy XIII w. – ruiny dwóch wież: Szczytowej i Kościelnej, wały ziemne i fosa otaczająca zamek. Zamek wysadzili w powietrze Szwedzi w 1706. Z zamkowej prawosławnej cerkwi zachowały się fundamenty
 
Po zwiedzaniu zrobiliśmy zakupy w postaci napitków i kiełbachy na ognisko bo dzisiejszy nocleg miał być nad jeziorem Świteź (Свіцязь - jezioro na granicy rejonównowogródzkiego i korelickiego, 20 km na południowy wschód od Nowogródka. Leży na wododzialeNiemna i Szczary, w dorzeczu Mołczadzi, na terenie Świteziańskiego Parku Krajobrazowego. Jest pochodzenia krasowego – powstało w wyniku oberwania ziemi do podziemnej pustej przestrzeni.) wraz z ogniskiem.
 
Po przejechaniu dość sporego odcinka droga gruntowa przez las udało nam się znaleźć super miejscówkę. Rozbicie namiotów, zbieranie drzewa, ognisko i mała imprezka. Było naprawdę super bo i miejsce było nadzwyczaj urokliwe. Temperatura też dopisywała no może jedynie nad ranem trochę dała się we znaki dla co niektórych.
 
Cena noclegu za osobę – darmóweczka.
 
06.05.2017 Sobota:
 
W sobotę o poranku pakowanie namiotów. Plan jazda do Grodna i tam jakiś nocleg. W tym dniu odłącza się z samego rana od nas Paweł ze swoja Africa Twin i Daniel swoim Transalpem – ruszają do domu bo musza być wcześniej.
 
Pozostała część po spakowaniu rusza na Grodno. Dodam że z rana spragniony szutrów i leśnych duktów Marcin swoją Yamahą w lesie wycina spektakularną glebę, którą widział jedynie Marek. Wszystko przez to że podczas wyjeżdżania z lasu postanawia przejechać przez jakieś mokradła. Nic nikomu się nie stało na szczęście.
 
Pierwszy etap to Lida - (Ліда – miasto na Białorusi, w obwodzie grodzieńskim, siedziba rejonu lidzkiego, w latach 1921–1945 w Polsce, w województwie nowogródzkim, siedziba powiatu lidzkiego. Niegdyś miasto powiatowe w granicach I Rzeczypospolitej. Miasto królewskie położone było w końcu XVIII wieku w powiecie lidzkimwojewództwa wileńskiego. W BSSR i Białorusi centrum rejonu lidzkiego.
W Lidzie zwiedziliśmy Zamek - warowna budowla. Zamek zbudował być może litewski książę Giedymin w roku 1323 na linii obronnej tworzonej przez zamki Nowogródek-Krewo-Miedniki-Troki[1] lub książę Olgierd w połowie XIV wieku. Zamek niewątpliwie należał do Olgierda, a następnie Jagiełły. W 1392 książę Witold przy pomocy Krzyżaków zdobył zamek. W 1394 zamek był oblegany ponownie przez Krzyżaków, tym razem jednak bezskutecznie.
W 1406 zamek był oblegany przez księcia smoleńskiegoJerzego Światosławicza. W 1433 był oblegany przez Świdrygiełłę. W 1422 na zamku w Lidzie gościł król Władysław Jagiełło z poślubioną w Nowogródku księżniczką Zofią Holszańską. W 1506 zamek oblegali Tatarzykrymscy.W roku 1659 zamek szturmowały wojska moskiewskie. Zamek najbardziej ucierpiał w roku 1710, gdy spaliły go szwedzkie wojska Karola XII podczas III wojny północnej. Po 1791 roku, gdy zostało spalone miasto, rabunkowo zaczęto rozbierać zamek na materiał budowlany. Podczas powstania w 1794 na zamku doszło do starcia pomiędzy wojskami Tadeusza Kościuszki i wojskami rosyjskimi. W latach 20. XX wieku miejscowe polskie władze zaczęły zamek odbudowywać. Obecnie prace są kontynuowane od 1982 roku. Zrekonstruowano m.in. wieżę i drewnianą galerię obronną ciągnącą się wzdłuż korony murów ze strzelnicami. W jednej z wież mieści się muzeum.
 
Potem ruszyliśmy na Wasiliszki (Васілішкі) – wieś (dawne miasteczko) na Białorusi, w rejonie szczuczyńskimobwodu grodzieńskiego. Do 1939 na terenie II Rzeczypospolitej, w województwie nowogródzkim, powiecie lidzkim, siedziba wiejskiej gminy Wasiliszkigdzie urodził się no kto – oczywiście Czesław Niemen. 
W Wasiliszkach zwiedzamy kościół pw. św. Jana Chrzciciela oraz Dom a obecnie muzeum Czesława Niemena – chyba każdy wie kto to jest i jaka muzyke tworzył.
Muzeum robi ogromne wrażenie a przede wszystkim jego kustosz, który jest mega pozytywnie zakręcony twórczością Czesława.
 
Po zwiedzaniu miła niespodzianka bo pod kościołem spotykamy parę emerytów podróżujących Camperem dodam że z pieskiem (ach jakie to piękne że nie zostawili swego pupila by realizować marzenia) z którymi rozmawiamy poczęstowani kawką. Tak Ci Państwo zrobili kawę dla wszystkich kto chciał – istnieją jeszcze bezinteresowni ludzie.
 
Po kawce pędzimy na nasz nocleg zlokalizowany w agroturystyce 25 km od Grodna. Tam postanawiamy zrzucić bagaże i polecieć na pusto na zwiedzanie Grodna.
Hotel jak zwykle odbiegał od tego co pokazane było na bookingu ale udało się wynegocjować darmowa Banię, która rezerwujemy na 21:00 by poczuć trochę luksusu po zwiedzaniu Grodna.
 
Grodno (Гродно - miasto obwodowe na Białorusi, nad Niemnem, w pobliżu granicy z Polską, siedziba administracyjna obwodu grodzieńskiego. Siedziba Związku Polaków na Białorusi i polskiego konsulatu generalnego.). 
Grodno okazuje się bardzo urokliwym miasteczkiem do którego warto przyjechać. Oglądamy tam Stary i nowy Zamek w Grodnie, Katedra (kościół pojezuicki), współczesną panoramę miasta i przemierzamy urokliwy deptak. Jemy też obiad w restauracji która okazała się porażką bo na dania czekaliśmy z godzinę, które były chyba niedopieczone bo co niektórzy odczuli skutki a w dodatku po zamówieniu kelner przychodził i mówił tego nie starczy dla wszystkich wiec trzeba było zmieniać zamówienie.
Po zwiedzeniu Grodna odłącza się na swoim R1200GS Adventure LC Robert, który też leci wcześniej do kraju. Natomiast pozostała część po ostatnich procentowych zakupach wraca do naszej bazy noclegowej. Tam Bania (rodzaj sauny) ostatnie piwko bo rano pobudka iw w drogę do domu.
 
Ps. Dostajemy informację że Pawłowi na granicy zabrali słoninę którą zakupił (ależ była pyszna) a Daniel chyba bez większych przygód na granicy.
Następna informacja z granicy od Roberta przyczepili się o rejestrację w pierwszym hostelu ale jakoś przeszedł. Super że się im udało.
 
Cena za nocleg 10 USD lub 24 ruble od osoby.
 
07.05.2017 Niedziela:
 
Niedziela pobudka i podział na grupy. Podział miał na celu szybkie przekroczenie granicy. Nauczeni wjazdem na Białoruś że w mniejszych grupach będzie szybciej.
Na pierwszy strzał lecą te osoby które mają najdalej do domu, czyli Kajtek i Paulina, Marek i Wojtek.
 
Reszta ekipy czyli dwa Marciny, Marta, Grzesiek, Iwona i Maciej, Przemo wylatują ok. 9:00. Po drodze dostajemy smsa że pierwsza grupa ma problemy na granicy i że cofnięci na jakiś boczny pas stoją już godzinę. Problemem okazało się potwierdzenie noclegu -  w Białorusi trzeba mieć meldunek. 
 
Jako druga Ekipa docieramy na przejście i rzeczywiście widzimy naszych stojących przy okienku. W końcu jednak puszczają ich. Dostajemy smsa że zaraz za granica jakieś 3 km po prawej stronie w stronę Polski jest fajna knajpa z ogromnym parkingiem dla Tir-ów, nie sposób jej przeoczyć i tam się spotkamy.
 
Przejechaliśmy i my bardzo szybko – wychodzi na to że pierwsza ekipa przetarła szlak. Zaciekawieni co się stało dojeżdżamy do knajpki i słyszmy historię „pogranicznicy stwierdzili że pieczątki potwierdzające zameldowanie są podrobione i wzięli nas do naczelnika. Ogólnie chcieli nam wlepić mandat 200 EUR jednak po pokazaniu hostelu na bookingu naczelnikowi że taki hostel istnieje puszcza nas. Przekroczenie granicy zajęło nam ok. 2godziny.” Stad sytuacja że pomimo tego że wyjechali pierwsi mogliśmy się spotkać w knajpce za granicą. Całe szczęście że tak się stało.
 
W knajpie jemy przepyszna jajecznicę i pijemy darmowa kawę. Knajpa jest prowadzona przez motocyklistę ksywa Sosna. Który dla motocyklistów serwuje darmowa kawę i herbatę. Knajpa obfituje w masę dań, które brzmią naprawdę wyśmienicie. Po zjedzonej jajecznicy można stwierdzić że dnia będą tak samo pyszne.
Właściciel Sosna prowadzi też mini muzeum za lokalem gdzie ma zgromadzoną spora ilość starych przepięknych maszyn. Polecamy tam zajechać.
 
Kiedy druga ekipa kończy jeść jajecznicę do domu rusza Kajtek i Paulina, Marek i wojtek bo przez nimi jeszcze ok. 600 km. Z tego co pisali to powrót do domu niestety co niektórzy mieli trochę deszczowy, ale odkryli znowu fajnąknajpkękołoPłocka gdzie dostali chyba jedne z najlepszych pierogów z mięsem jakie w życiu jedli 
Do domu dotarli ok 19cali zdrowi ale trochę mokrzy.
 
Druga ekipa tnącą w obręb Warszawy tez dotarła do domu bez deszczu.
 
 
Podsumowanie:
 
Pomimo tak licznej grupy okazało się że tak wycieczka nie jest niemożliwa. Grupa była naprawdę spoko zorganizowana i sympatyczna. Nie było żadnych sporów kłótni itp., sprawnie pokonywaliśmy zaplanowane kilometry pomimo tego że jechaliśmy wszyscy razem. Nikt się nie spirał o noclegi itp. Jedynie to pogoda mogła by być bardziej przyjazna.
 
Jeśli chodzi o Białoruś to wydaje mi się że warto ją odwiedzić jest przepiękna i taka inna od Zachodu. Białoruś jest tajemnicza i wciąga swoimi zabytkami, nieodkrytymi drogami i sympatią ludzi – tak po krótce bo nie wiem co napisać. Białoruś porostu trzeba zobaczyć bo można się naprawdę zauroczyć.
 
Koszty:
 
Ilość kilometrów: 
z Poznania ok. 3400 km
z Warszawy ok. 2800 km
Cena paliwa za litr ok.: 1,24 rubla
Wiza ok. 130 pln
 
Poniesione wydatki na przykładzie 1 osoby jadącej z Warszawy BMW R1200GS Adventure:
 
Paliwo z Warszawy wyszło: ok. 510,00 pln
Pozostałe wydatki ok: 500 pln
Wiza ok.: 130 pln
 
Razem można się zamknąć w ok. 1200 z wizą na jedną osobę za 9 dni. W przypadku kiedy by pogoda dopisywała koszty można obniżyć bo można cały czas korzystać z namiotu.
 
 
Profil autora :
Przemek Pachucki
 
 

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Kod antyspamowy
Odśwież

mototour.pl: