Kradzież mercedesa 230 SL z 1964 roku i 190 SL z 1959

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Cała historia przypomina bardziej hollywoodzką produkcję filmową. Mamy tutaj piękne stare samochody, wielką ucieczkę i niestety tragiczny koniec, bez happy endu. Do tego światowe media rozpisywały się o zdarzeniu. W sierpniu (25 na 26)2014 roku w Osielsku pod Bydgoszczą, ze specjalistycznego komisu, w którym sprzedawane są young i oldtimery skradziono dwa zabytkowe mercedesy. Kupionego w USA Mercedesa 230 SL z 1964 roku Pagoda i 190 SL z 1959 roku. W czasie kradzieży, polegającej na holowaniu na lince jednego z kradzionych mercedesów, przez inny samochód terenowy doszło do uderzenia w drzewo. Znajdujący się w holowanym mercedesie kierowca został ukarany przez stwórcę powołaniem jego duszy na konsultację w trybie natychmiastowym. Prawdopodobna przyczyna wypadku i uderzenia w drzewko, to prawdopodobnie zbyt duża prędkość holowania. Być może kierowca nie wyrobił zakrętu. Panowie po prostu bardzo się spieszyli. A drzewa w tym miejscu to duże solidne dęby, pamiętające bitwę pod Grunwaldem. Uderzenie okazało się więc śmiertelne i tylko dzięki temu cały misternie poprowadzony plan spalił na panewce. No może nie cały, ale połowa planu. Bo w końcu udało się amatorom wywieść na lawecie nieco wcześniej wspomnianą 190 SL. Ruch pojazdów tym miejscu jest dość duży i mimo późnej godziny (około 24 w nocy)kilku jadących nieopodal kierowców zobaczyło scenę uderzenia w drzewko i wyraziło mimo poźnej pory odruchy pomocy bliźniemu. Kiedy podeszli do samochodu, zobaczyli przebranego w kominiarkę Pana w rękawiczkach w holowanym klasyku i stojącą na poboczu terenówkę. Ich wątpliwości się nieco nasiliły widząc taka lekko przesadzoną kreację w zabytkowym pojeździe. Chwilę potem kierowca terenówki, odjechał, pozostawiając przebranego wspólnika w rękach opatrzności. Początkowo, personalia zostawionego Pana nie były znane, nie posiadał bowiem przy sobie żadnych dokumentów. Po kilku dniach zaniepokojona żona potwierdziła jednak personalia męża. Okazało się, że domniemany złodziej to 45-letniego mieszkaniec Poznania, znany zresztą dobrze policji z wcześniejszych sukcesów w branży pozyskiwania cudzych pojazdów. Słowem zawodowiec.

Pojazdy były po wstępnej restauracji, przygotowane do sprzedaży. Ich cenę oszacowano w granicach 200 tys. za szt. Potem jednak, mimo złapania  winnego sprawa utknęła w martwym punkcie. Oczywiście ten samochód co miał wypadek nie był ubezpieczony. Bo w końcu ktoś musiał na tym zyskać, a ktoś stracić. Właściciel skradzionej Pagody Sławomir Trzciński postawił więc dochodzić swoich pieniędzy w sądzie. Policjanci ocenili, że to była to klasyczna kradzież na zamówienie.

 


1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Autoczesciexpert.pl