mototour.pl trasy motocyklowe miejsca przyjazne motocyklistom zloty motocyklowe

Dookoła Tatr - część 3

+ 53
+ 59

Miejsce: Polska, Słowacja
Trasa:  Podbańska - Prybylina - Liptowski Mikulasz - Zuberzec - Oravice - Chochołów - Zakopane.
Długość trasy: w sumie 202 km

( Dodaj opinie )

 

 

 


Część trzecia wycieczki motocyklowej dookoła Tatr Polskich i Słowackich przez Zakopane - Łysa Polana - Tatrzańska Łomnica - Smokowiec - Szczyrbskie Jezioro - Podbańska - Prybylina - Liptowski Mikulasz - Zuberzec - Oravice - Chochołów - Zakopane.

Zjeżdżając z Szczyrbskiego Jeziora lecimy teraz na Liptowski Mikulasz.  Drogą, nazywana jest się „Tatrzańską Drogą Młodości", stanowi przedłużenie, naszej poprzedniej Drogi Wolności, po której uwijaliśmy się mozolnie dotychczas, prześladowani przez słowackich policjantów z suszarkami i parkingowych, którzy chcieli złupić z nas ostatnie dukaty jak  kiedyś Janosik. Po drodze wjeżdzamy do Przybiliny po słowacku. Pribylina, w której umieszczono Skansen Architektury Ludowej – Muzeum Wsi Liptowskiej. Większość gratów jakie tu zgromadzono przeniesiono, w wioski Liptovská Sielnica, przy której utworzono sztuczne jezioro. Nieco dalej jest również wjazd na autostradę, która zupełnie nas całkowicie nie kręci, śmigamy więć prosto pod wiaduktami i kilka kilometrów dalej wjeżdzamy w Liptowski Gródek po słowacku Liptovský Hrádok.  W miejscowości uwagę zwraca zamek z 1341 i stojąca na skale murowana kapliczka. Kilka kilometrów dalej, przed Liptowskim Mikulaszem zaczynają się jaskinie. Dla chętnym na oglądanie Małej Stanisowskiej Jaskini konieczne jest wysupłanie kolejnych 6 Euro, drobny spacer 400 m. i około godziny wolnego czasu. Niedaleko wlotu do jaskini jest też kąpielisko termalne w Liptowskim Janie (słow. Liptovský Ján), gdzie można cały dzień leżeć w basenie z ciepłą wodą zakolejne 6 Euro i polewać się termalnie ciepłą wodą z okolicznych żródeł.



Wjeżdzamy do Liptowskiego Mikulasza. To tutaj w 1713 r. powieszono na haku na szubienicy za poślednie zebro zbójnika Juraja Janosika. Dzisiaj po Janosiku dowódcy bandy zbójnickiej działającej na północno-zachodnim obszarze Słowacji pozostało już tylko -  Muzeum Janosika - znajdujące się na ul. Palučanská 1 i oczywiście wspomniani wcześniej parkingowi z powodzeniem pielęgnujący tą świecką tradycję słowackich zbójników. Mieści się ono w dawnym kasztelu, wybudowanym w połowie XVI w. Z czego znane jest jeszcze miasteczko? Z Aquaparku Tatralandia. To jeden z większych obiektów basenowych w Europie, kompleks basenów, spa, zjeżdżalni, barów, miasteczko z Dzikiego Zachodu – Western City i bóg wie czego jeszcze - słowem kolejna maszynka do wyduszania naszych kochanych eurosków, z naszej kieszeni. Bo wszystko oczywiście kosztuje w biletach płatniczych naszej kochanej Uni Europejskiej. Oczywiście olewamy cały ten kompleks i lecimy z wiatrem we włosach dalej, bo kilometr za Mikulaszem czeka na nas fajna plaża przy jeziorze Liptovska Mara. I wszystko to zupełnie za darmo.  Można się wykąpać, schłodzić nasze wysmukłe i przystojne ciała i pomoczyć stopy zupełnie bez pieniędzy. Jezioro nie jest naturalne, ale ma charakter sztucznego zbiornika wodnego  ukształtowanego przez człowieka. W okolicy znajduje się Jaskinia Demianowska Wolności i Demianowska Jaskinia Lodowa, a w zimie działa tu  wielkie centrum narciarskie w Dolinie Demianowskiej w Tatrach Niżnich. Szosa jaka przebiega mija Liptowską Sielnicę (Liptovská Sielnica), jedną z najstarszych miejscowości, zatopioną  podczas zalewania wodami tworzonego jeziorka. Zabytkowe budowle, które znajdowały się tutaj m.in. gotycki kościół, przeniesiono do skansenu wsi liptowskiej w Przybylinie, o którym wspominaliśmy wcześniej.

Jak już pomoczyliśmy nasze stopy w wodzie i powspominaliśmy Janosika znanego nam głównie z polskiej superprodukcji filmowej  z 1974, w reżyserii Jerzego Passendorfera, lecimy na Liptowskie Matiaszowce (słow. Liptovské Matiašovce). Przez chwilę przymykamy oczy i wydaje nam się, że jesteśmy właśnie w alpach. No może tylko przez chwilę. Takie trochę alpejskie klimaty i wioski mijamy. W oddali  prezentuje się biały kościół, my jednak nie możemy doczekać się naszych górskich winkli, wjeżdzamy bowiem właśnie na słynną  „Drogę tysiąca zakrętów". To  17 kilometrów ciągłego kręcenia kierownicą na lewo i prawo i pochylania w zjazdach i podjazdach, czyli to co przeciecież kochamy najbardziej i po co wlekliśmy się tutaj przez te wszystkie słowackie dziury i kurorty pełne parkingowych oprawców.

Jadąc dalej stromymi zakosami na Kwaczańską Przełęcz, mijamy renesansowy kościółek św. Władysława z początków XVI w.mający barokowy wystrój wnętrza. Obok mały wiejski cmentarzyk i pozostałości osady rzymskiej z III-IV w. n.e., na wschód od wsi - cmentarzysko z epoki halsztackiej.

Po długim i meczącym dla naszych koni podjeżdzie na Kwaczańską  Przełęcz (Kvačiaňské sedlo) wysokość ok. 1110 m npm znajduje się kolejny parking, na którym należy koniecznie uwiecznić się na tle gór w celach dokumentujących naszą wyprawę. Proponuję zatrzymać i rzucić okiem  na Liptów i Liptowską Marę. Widzimy tu pasmo Gór Choczańskich.  Droga, oddana została  w latach 80-tych łącząc  Orawę z Liptowem, jest dość mocno wyeksponowana i to jest właśnie to co nas najbardziej kręci. Wspina i opada się jeszcze dalej przez rzełęcz Huciańską i przechodząc w pobliżu pasma Tatr Zachodnich dostajemy się na w końcu Orawę i do wioski Zuberzec (Zuberec). Po drodze były jeszcze kamieniołomy, znajdujące się po prawej stronie, na zboczu Palenicy.

U góry fotografie okolic Zuberzec: Jerzy Opioła

Obecnie Zuberzec to kolejna wielka  turystyczna atrakcja, głównie zimą dla narciarzy i duże centrum turystyczne dla rejonu Brestowej, Rohaczy i grupy Siwego Wierchu. Jest tu wiele kwater prywatnych, hotele i pensjonaty. Na polanie Brestowa, kusi nas jest kolejny skansen - Muzeum Wsi Orawskiej. Nie mamy już jednak ochoty na żadne zabytki, skanseny ani muzea bo spieszymy się pomoczyć się trochę w ciepłej wodzie o temperaturze 36 stopni Celsjusza. Główna droga asfaltowa skręca w lewo, w kierunku Podbieli i Trzciany my, jednak w Zubercu skręcamy w prawo kierując się na Oravice. W okolicach Oravicy znajdują się czynne zresztą cały rok baseny z podgrzewaną geotermicznie wodą. Największy kompleks to  Meander Park. Wody w Oravicach są pompowane z głębokości 161 metrów i nawet do celów kąpieliskowych muszą być schładzone. Mają wysoki poziom zmineralizowania, zawierają również sporo magnezu, litu i co najważniejsze można zaznać w nich dużo ukojenia dla nerwów skołatanych naszą stresującą walką z parkingowymi Janosikami po drodze. Nie trzeba chyba dodawać, że taka ciepła woda jest zbawieniem dla naszych zmęczonych zjazdami i podjazdami członków. Wyciągamy kasę i  poza masażem stóp zamawiamy dedykowany, specjalistyczny masaż kręgosłupa pod dzwięczną nazwą  "dziewięc kwiatów" za jedyne 10 Euro. Szaleństwo ale cóż. Do granicy zostało już raptem tylko 12 kilometrów.


 

 

Profil autora :
Woyt
 
 

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Kod antyspamowy
Odśwież

mototour.pl: