mototour.pl trasy motocyklowe miejsca przyjazne motocyklistom zloty motocyklowe

Marta w Maroko

+ 26
+ 24

Cel: Motocyklem przez Maroko
Długość trasy: 6.5 tys. km
info: intothedust2015.wordpress.com
 

( Dodaj opinie )

Trasa: Cadiz – Larache- Casablanca – Safi- Essaouira – Agadir – Tafraoute – Mirleft – Tan-Tan –Tarfaya –Boujdour – Dakhla – Guelmim – Tata – Foim Zguid – Zagora – Boumalne dades – Tinerhir – Erfoud –Merzouga – Midelt – Azrou – Fes – Chefchaouen – Tetouan – Tanger - Tarifa

Into the dust – marokańska przygoda na mały motocyklu.
Początek tego roku rozpoczęłam z mocnym postanowieniem zrealizowania podróży, jakiej do tej pory jeszcze nie było. Miałam już za sobą całkiem niezłe podróżnicze doświadczeni: autostopem zjechałam całą Europę, podczas rocznej podróży odwiedziłam Australię, Nową Zelandię i cała Azję Południowo-Wschodnią. Szukałam czegoś naprawdę wyjątkowego. Miesiąc wcześniej kupiłam motocykl i dopiero co oswoiłam się z jazdą. Ponieważ inspiracji przybywało, zdecydowałam się wyruszyć w podróż na dwóch kołach. Mały motocykl, małe doświadczenie, małe zasoby sprzętowe i finansowe. Przynajmniej ambicje były niczemu sobie! Przejechać samotnie całe Maroko na małym motocyklu Yamaha YBR 125. Przez ten okres przygotować nauczyłam się chyba więcej niż przez ostatnie 2 lata podróżowania. Przygodę w Maroko traktuję jako 35 dniowy obóz treningowy przygotowujący mnie do przyszłych podbojów świata na motocyklu.
Czemu Maroko?
To najbliżej położony w Europie kraj o zupełnie innej kulturze i mentalności. I tego szukam w sowich podróżach. Ponadto byłam już Maroko i miałam pojęcie, czego mogę się spodziewać. Podróż motocyklowa siedziała mi w głowie od roku a Maroko było ciekawą alternatywą. Zależało mi także na przełamaniu stereotypów i pokazaniu, że Maroko to nie tylko muzułmański kraj tylko super gościnne i ciepłe miejsce. A ludzie są Tobą rzeczywiście zainteresowani. Po powrocie do Europy chyba właśnie tego zainteresowania i długich rozmów z nowo poznanymi ludźmi najbardziej mi brakowało. Relacje międzyludzkie są tu jednak bardziej chłodne.
Wciąż marzy mi się wyprawa w wielkim stylu i życie w podróży motocyklowej. Maroko było moim treningiem czy rzeczywiście tego pragnę. I myślę, że to był świetny wybór. Ten kraj oferuje bogate krajobrazy, smaki, aromaty i kolory. Można tam znaleźć trochę wolności, ale nie jest to jednak totalne bezludzie. Może Sahara Zachodnia sprawia takie wrażenie, ale jednak co jakiś czas pojawiają się na drodze beduini, którzy nie wiadomo skąd przybywają, dosłownie jakby wyłaniali się z hamady -kamienistej pustyni Sahary.
Ze względu na zróżnicowanie klimatu i kultury była to podróż odkrywcza i dla mnie osobiście była głębokim przeżyciem. Przyznaję, że marokańskie jedzenie i słodkie, miętowe herbaty skradły moje serce! Zaskoczyły mnie nowoczesne miasta Maroka takie jak Agadir i Tetuan, które niczym nie przypominały swoich historycznych miast Fezu czy Casablanki. Jako zwolenniczka małych miasteczek moim ulubionym miejscem na mapie podróży okazało się Niebieskie miasto – Chefchaouen. Jego cechą charakterystyczną jest mała medina pomalowana na błękitny kolor gdzie maleńkie domy zostały ozdobione drzwiami w orientalnym stylu. Po medinie można poruszać się jedynie pieszo a schody wiodą przez wąskie i strome korytarze w których trzeba pogubić się godzinami. Choć atrakcją tego miasta jest głównie spokojna atmosfera sprzyjająca wypoczynkowi, to magiczne, małe sklepiki zachęcają do szukania upominków dla najbliższych. Dla mnie najlepszym zakupem były aromatyczne przyprawy, które okazały się świetnym prezentem, bo ich intensywny zapach wprawia w zachwyt wszystkich moich znajomych. W Niebieskim mieście zatrzymałam się w uroczym Hotel Andalouse z dachu którego widok błękitnej starówki rozpościerał się aż po kamieniste zbocza pobliskich góry. W tym uroczym miejscu spędziłam swoje ostatnie dni podróży i z pewnością jeszcze tak wrócę.
Sama w drodze, czyli największe wyzwania
Kiedy zastanawiam się, co było dla mnie największym wyzwaniem, to od razu przypomina mi się pierwszy dzień podróży. Jeszcze chyba nigdy tak bardzo nie stresowałam się przed wyjazdem. Tamten dzień w Cadiz był dla mnie przerażający. Odzież motocyklowa zdawała się za ciężka, sakwy ledwo co pomieściły moje graty, a tankbag tylko przeszkadzał. Motocykl pod ciężarem bagażu zachowywał się zupełnie inaczej, a w dodatku w Cadiz i Tarifie były cholernie mocne wiatry i burze. Trzęsąc się ze strachu ruszyłam. I było tylko gorzej! Fatalna pogoda przez kilka pierwszych dni sprawiała, że miałam mnóstwo wątpliwości. Naprawdę bałam się tej podroży. Dlatego też największą trudnością była dla mnie start. Musiałam przekonać siebie, że dam sobie radę w każdej sytuacji i totalnie sobie zaufać. Oczywiście miałam wsparcie ze strony moich przyjaciół więc chociaż na duchu było lżej. Każdy kolejny dzień przynosił nowe doświadczenia i większa pewność siebie. I jakoś poszło.
Jako samotnie podróżująca motocyklistka byłam w Maroko zupełnie inaczej odbierana. Kiedy zatrzymywałam się w kawiarniach, zajętych całkowicie przez mężczyzn, patrzono na mnie z zaciekawieniem i raczej podziwem. Pytano o podróż i o mnie. Kiedy natomiast spacerowałam ulicami sama, byłam traktowana jak zwykła turystka, którą pochłania się wzrokiem. Motocykl był moim atrybutem, który dawał mi siłę i pewność siebie, a blond włosy wystające spod kasku, miały tą kobiecą siłę tylko podkreślać.
Spotkania
Marokańczycy i Marokanki  reagowali na mnie z wielkim zainteresowaniem. Ich ciekawość nie była sztuczna, może z wyjątkiem naciągaczy podczas szukania noclegów, ale większość z nich żywo i z wielkim zaangażowaniem prowadziła rozmowę na temat mojej podróży po Maroko czy Polski. Zastanawiało ich skąd ta samotna podróż i co mi się w Maroko podoba, czy jadłam już to i tamto i czy jeszcze wrócę do ich kraju. Nawiązałam nowe przyjaźnie, które trwają do dziś. Poznałam marokańskie kluby motocyklowe gdzie mogłam podzielić się swoją pasją i zainspirować tamtejsze kobiety do spełniania ich własnych marzeń.
Into the dust było moją prywatną inicjacją, rytuałem przejścia. Patrząc na drogę, którą przebyłam (łącznie 10 tyś km, przez 5 miesiący) i doświadczenie, które zdobyłam czuję niesamowitą satysfakcję, radość i wdzięczność. Spotkałam się z dużą pomocą ze strony przyjaciół, rodziny, patronatów i sponsorów, ale też zwykłych ludzi, dla których taka podróż miała sens. Jestem teraz pewniejsza siebie i bardziej zdecydowana. Motocyklowa podróż dała mi zupełnie nową dawkę energii i inspiracji. Wiem też jak chcę dalej podróżować, że ma to być motocykl, który zabierze mnie tam, gdzie być może nie prowadzi żadna droga. Patrząc z perspektywy czasu wciąż nie mogę uwierzyć, że przygotowałam się do wszystkiego samodzielnie: od zakupu motocykla, po studiowanie mechaniki przez Internet, opanowywanie technik jazdy z książek itd. Zaczęłam w swoim życiu zupełnie nową pasję i zdobyłam w kilka miesięcy całkiem niezłe doświadczenie. Jestem z tego dumna a także ogromnie wdzięczna za zainteresowanie jakie otrzymałam. Życzę Wam tego cudownego uczucia podekscytowania kiedy rodzi się w głowie nowy plan, z początku szalony i nierealny ale jednak ... możliwy!

Marta Kondracka

 

Profil autora :
Woyt
 
 

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

 
0 #2 Facet po 40 2017-04-26 09:45
Może ja coś dodam jako facet. Świetny pomysl....a w 4 baby to już bym się niczego nie obawiał, no chyba , że zmiany koła na pustynii i naprawy spadającego łańcucha. Wbrew pozorom podrożowanie kobiet po krajach arabskich (są wyjatki jak Somalia, niektóre miejsca w Algierii, Libia, inne) jest bardziej bezpieczne niż spędzanie czasu w klubach dużych miast w Europie. To co się można naczytać w gazetkach, to straszenie wilkiem małych dzieci. Maroko jest spokojnie do zrobienia na solo przez kobitke i nie ma tu dużych zagrozeń pomijając latające komary. Pamietajcie jednak, że od konca maja może tam być cholernie gorąco i trzeba coś wziasc lekkiego na skorupę zólwia zamiast jakiś klasycznych motocyklowych wdzianek, bo sie poprostu ugotujecie we własnym sosie.
Cytować
 
 
+1 #1 Bozena 2017-04-25 21:48
Marta,jestem dla ciebie pelna podziwu.Bylam w Maroko trzy razy,tam mieszka moj syn.Puerwszy raz naladowana negatywnymi info z Europy balam sie Marokanczykow.Ten strach przelozyl sie na moj odbior.
Chefchaouen bylam jednak zachwycona.Teraz lece tam czwarty raz,moj syn pokazal mi Maroko z tej innej strony,przyjaznych ludzi.Moje przyjaciolki z ktorymi lece sa przepojone ciekawoscia i strachem.Mamy jechac z Fes autem do Tetuan.Strach jest zarazliwy.Myslisz,ze cztery kobiety moga sie bezpiecznie poruszac po Maroko.
MOj mail:.
Z gory dziekuje
Cytować
 
mototour.pl: