Wyprawa motocyklem WSK...dziennik podróży

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Pin It
Wyprawa Wueską
asfalt
Polska, Czechy, Niemcy
Izbica - Gubin - Berlin - Praga - Świdnik
sierpień 2018
1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (2 Votes)

 

Moja przygoda z motoryzacją zaczęła się kiedy miałem 9 lat. Wtedy dostałem swój pierwszy motocykl, którym była motorynka. Już wtedy marzyłem o podróżach i liczyłem pieniądze jakie będę potrzebował na wyjazd do Zakopanego. Jak dorosłem postanowiłem, że zakupie w. Jeździłem różnymi motocyklami, ale jazda nowoczesnym motocyklami jest bardzo przewidywalna. Jedziesz z punktu A do punktu B i trzeba tylko pilnować drogi. Na wuesce jest inaczej. Jazda jest spokojna, ciekawsza. Nie muszę kurczowo trzymać kierownicy i skupiać się na drodze, czy ktoś mi nie wyjedzie. Mogę podziwiać widoki, mogę zwiedzać w czasie jazdy, w końcu jadę w porywach do 70km/h. Unikam głównych dróg chyba, że mocno mi się spieszy. Kocham tak podróżować, nie mogę nic zaplanować bo nie wiem co mnie może spotkać i oto w tym wszystkim chodzi. Ludzie którzy mnie zatrzymują są bardzo pozytywnie nastawieni, pomagają. Taki sposób podróżowania mi odpowiada. Moja wyprawa przebiegała na trasie: Izbica - Berlin - Praga - Izbica. Prawie 2500km, w 9 dni. Wueska i ja.
 
Dzień pierwszy - Izbica - Bełchatów

Wyjeżdżam około godziny 10 rano. Po dwudziestu kilometrach napotykam na motocyklistę w potrzebie. Złapał gumę. Kiedy zaczynam z nim rozmawiać dowiaduje się że jestem jedynym motocyklista który się zatrzymał i zapytał co się stało. Pomocy nie potrzebował ale zatrzymać się trzeba. Pozostałe kilometry przebiegają spokojnie bez żadnych "atrakcji". Dojeżdżam do celu około godziny 16. Na koniec podroży tracę kierunkowskazy. Okazuje się że nowy przerywacz nie daje rady. Kolega u którego się zatrzymałem po kilku telefonach kombinuje mi przerywacz z trabanta oryginalny z epoki który wytrzymuje całą podroż.



Dzień drugi - Bełchatów - Gubin

Wyjeżdżam około godziny 8 rano. Odwiedzam kuzynkę która mieszka w okolicy i zatrzymuje się na śniadanie. Dzień zapowiada się bardzo upalny i taki właśnie jest. W trakcie podróży dostaje mnóstwo zaproszeń od nieznajomych osób na nocleg i postanawiam skorzystać z noclegu na granicy Polsko - Niemieckiej w miejscowości Gubin. do celu mam spory kawałek drogi jak na maszynę którą jadę ale nie poddaje się. o godzinie 20:30 jestem na miejscu i zostaje przyjęty jak rodzina. Perła (Wueska) odpoczywa w bezpiecznym garażu a ja mogę w końcu rozluźnić kręgosłup który naprawdę jest już mocno styrany.



Dzień trzeci - Gubin - Berlin - Laski

Wyjeżdżam o godzinie 7:00. objeżdżam Gubin który jest naprawdę bardzo ładnym miastem. Tankowanie, kawa i startuje na Berlin. Pierwsze kilometry przebiegają trochę ospale bo jest bardzo chłodno i zanosi się na deszcz. Mimo przeciwności podążam dalej. Robię więcej przerw niż normalnie bo dokucza mi chłód, jednak w głowie mam inny problem, jak przyjmą mnie w samym centrum Berlina w zielonej strefie? Mój motocykl nie spełnia żadnych norm emisji spalin, a w Berlinie bardzo tego przestrzegają. Drugim problemem jest brak stacji paliw, a już zaczynam jechać na oparach. Znajduje w końcu stacje i tankuje do pełna. Chwila oddechu i ruszam do centrum Berlina. Jak na złość wszystkie czerwone światła do samej Bramy Brandenburskiej muszę odstać. Kiedy tak jadę w tłumiku odkłada się cała niespalona mieszanka paliwa i dwusuw zaczyna dymić jak lokomotywa. No tego mi jeszcze brakowało, myślę a właściwie mówię, bo już z nerwów zaczynam mówić do siebie. Po kilku minutach dojeżdżam do celu. Znak zakazu blokuje mi wjazd, ale ignoruje go. W końcu przejechałem taki świat drogi, że mogą mi wlepić mandat. Kilka szybkich zdjęć i muszę spadać, bo olej ze skrzyni wydostaje się przez wałek do kopniaka. Na powrocie przez miasto już zaczynają przechodnie reagować na mój dym z tłumika i pokazują mi, że coś jest nie tak. Nie zwracam na nich uwagi tylko jadę czym prędzej do granic miasta. Udało się! Zaliczyłem Berlin na 33 letnim motocyklu produkcji polskiej. Do granicy wracam już spokojnie szczęśliwy że zakładany plan się powiódł. Postanawiam odwiedzić przy okazji kolegów z okolic Zielonej Góry. Tak właśnie robię. W drodze  do miejsca następnego noclegu nasuwa się plan, a może jeszcze jedna stolica w tym roku? W końcu to projekt "Stolice Europy na WSK" więc trzeba zaliczyć przynajmniej dwie. Decyzja zapadła jadę na Pragę.



Dzień czwarty - Laski - Praga

Wyjeżdżam około godziny 9:00. Poranek jeszcze zimniejszy niż dzień wcześniej ale nie zraża mnie to. Motocykl, aż rwie się do jazdy. Zatrzymuje się na pierwszy przystanek dopiero o godzinie 11. Spokojnie spożywam kawę i śniadanio-obiad. Ruszam dalej w stronę Zgorzelca. W Zgorzelcu przejeżdżam na niemiecką ziemie i dalej w stronę granicy czeskiej jadę po niemieckiej stronie. Widoki piękne. W Czechach kieruje się na drogę nr. 9, naprawdę polecam przejechać się po tej okolicy. Krajobraz zmienia się w ekspresowym tempie. Raz wydaje się nam że jesteśmy we Włoszech (winiarnie po lewej zatoka po prawej) a raz jak w Szwajcarii (serpentyny ze strumieniami). Dojeżdżam do Pragi około godziny 18 i jadę prosto na camping, który został mi polecony. Tam rozbijam namiot i wegetuje do rana. Na campingu spotykam grupę Niemców którzy podróżują starymi trabantami i ciągną za nimi przyczepy kempingowe! Nie wierzyłem że trabant jest w stanie wytrzymać takie obciążenie. Nie mówię tu o przyczepach typu Niewiadów, z którymi nasz poczciwy maluch miał sporo roboty, tylko o takich nowoczesnych przyczepach nie za dużych, ale znacznie większych niż Niewiadów. Kiedy opowiadam nowym znajomym skąd przyjechałem i gdzie byłem wprawiam ich w osłupienie. Pytają mnie czy nie miałem problemów w Berlinie, bo ich nie wpuścili do centrum. Tłumacze, że było ostro ale bez problemów.



Dzień piąty - Praga - Wrocław

Wyjeżdżam o 7 rano. Praga, przepiękne miasto. Nie sposób objechać go motocyklem przez jeden dzień, nie mówię już o zwiedzaniu. W każdą ulicę chce się wjechać i zrobić zdjęcie. W miedzy czasie dostaje zaproszenie od kolejnej nieznajomej osoby do Wiednia i gdyby nie zlot na który się już zapowiedziałem to pewnie bym skorzystał. Robię kilka rundek po Pradze i ruszam w stronie polskiej granicy. Celem jest Wrocław. Czech przemierzam bocznymi drogami podziwiając krajobrazy i delektuje się drogą. Zatrzymuje się na lokalny obiad i muszę powiedzieć, że jest rewelacyjny. Po przekroczeniu granicy muszę uzbroić się w cierpliwość, bo podjazdy z jakimi ma do czynienia dają nieźle w kość mojej wuesce. Mimo to motocykl znosi to bardzo dzielnie i ani razu mi się nie przegrzała. Przed Wrocławiem spotykam kolegę, który po mnie wyjechał. Wspólnie jedziemy do Wrocławia i tam zatrzymuje się u przyjaciół. Na kolejny dzień nie zaplanowałem dużej ilości kilometrów, więc spokojnie mogę odpocząć dłużej.


Dzień szósty - Wrocław - Osjaków

Wyjeżdżam o godzinie 11. Odpocząłem naprawdę konkretnie. Jadę na stacje zatankować perełkę i wyjeżdżam z Wrocławia nie zwiedzając go. Po 15 km zaczyna strasznie przerywać i nie da się jechać. Okazuje się że nowy zapłon który kupiłem zaczyna gubić iskrę. Gdy pakowałem się na trasę zabrałem ze sobą oryginalny zapłon, który bez wahania zakładam. Szybkie ustawienie odpowiedniej przerwy i zapłonu, budzi do życia mój rydwan. Pozostałą część drogi przemierzam bez jakichkolwiek komplikacji, poza urwaną sprężyną startera. Urwana sprężyna nie ma wielkiego wpływu na komfort jazdy. Docieram do celu około godziny 17 i zostaje na noc.

Dzień siódmy - Osjaków - Świdnik

Startuje o godzinie 9. Zapowiada się kolejny okropnie upalny dzień ale tym razem ubieram kombinezon. Przez ostatnie dwa dni jechałem na "zdrapkę", ale to już ogromne ryzyko. Po przejechaniu pierwszych 20 km uświadamia mi jakiś furman z dużego tira, spychając mnie podczas wyprzedzania na barierki, że założenie stroju było dobrym pomysłem. Na podjazdach przed Kielcami trochę dostaje w kość zarówno ja jak i moja maszyna. W Kielcach napotykam korki i szczerze to dzięki nim udaje mi się uniknąć utraty całego paliwa. Stojąc w korku jakiś obcy człowiek z samochodu obok pokazuje mi że wycieka mi paliwo. Zjechałem na bok i po chwili ustalam że odkręciła mi się komora pływakowa.. No cóż to wueska więc nic poważnego się nie dzieje, dokręcam i tankuje na najbliższej stacji. Dalej do Świdnika już bez przygód. Po dojechaniu na zlot spotykam się z bardzo miłym przyjęciem. Wszyscy mi gratulują i podziwiają mój pojazd. Rozbijam namiot i integruje się z uczestnikami zlotu.



Dzień ósmy - "Zlot Motocykli WSK i Innych" w Świdniku

Na zlocie jak zawsze można spotkać naprawdę piękne maszyny i ciekawych ludzi. Niekończące się tematy i miła atmosfera. Naprawdę polecam nie tylko miłośnikom Wsk. W tej edycji zlotu została zaprezentowana nowa Wsk , bardzo ciekawa koncepcja, ale zobaczymy czy wyprodukują chociaż prototypowy model.

Dzień dziewiąty - Świdnik - Izbica

Dzień powrotu do domu. Z jednej strony szkoda, że przygoda się kończy a z drugiej ciesze się, że w końcu zobaczę moją małą armie dzieciaków. Spakowany jestem już o 8:00, żegnam przyjaciół do zobaczenia za rok, dosiadam perły i kierunek dom. Pogoda mnie nie oszczędza, ale daje rade. Powitanie dzieci i żony bezcenne.

Podsumowując cały wyjazd chciałbym podziękować wszystkim ludziom, którzy mi pomogli podczas całej wyprawy. Przepraszam tych, którzy mnie do siebie zapraszali, ale niestety ich nie odwiedziłem. Zachęcam do pielęgnowania historii starej polskiej motoryzacji, bo naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Ośmielony dotychczasowymi sukcesami w przyszłości planuje bardziej śmiałe, dłuższe i ciekawsze wyprawy moją wueską. Do zobaczenia na drodze! "Ogień na tłok!"
 

Tekst, foto: Marcin Wrona

motocykl: WSK

Trasa: 2500 km

Profil autora
Marcin Wrona
Author: Marcin Wrona

1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.83 (3 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież