Przez Maroko motocyklem - wywiad

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Rozmawiam z Martą Kondracką realizującą własny projekt podróżniczy INTO THE DUST, czyli 4 tysiące kilometrów przez Maroko. Zakładana trasa przebiegać będzie przez następujące miejsca:  Cadiz – Tanger – Rabat – Casablanca- El-Jadida – Safi – Essaouira – Agadir – Tiznit – Tantan – Assa – Fam El Hisn – Tata – Foum Zguid – Zagora – Alnif – Sijilmassa – Ar-Raszidijja – Boudenib – Bouarfa – Tendrara – Oujda – Nador – Al Hoceima –Tetouan – Tanger- Cadiz

 

- W marcu, kiedy wszyscy jeszcze w Polsce tęsknią za sezonem i motocyklami, Ty jedziesz podziwiać słoneczne plaże Maroka. Powiedz coś więcej: co to za pomysł, skąd i dokąd się wybierasz i co naprawdę bardziej cię kręci: motocykle, pływanie na desce czy zwiedzanie świata?

 

Najbardziej kręci mnie możliwość połączenia tych trzech wymienionych przez Ciebie rzeczy. Podróżowanie motocyklem, zwiedzanie świata, a przy tym surfing jest dla mnie fantastyczną mieszanką. Ponadto kraj, jakim jest Maroko, nie tylko mnie fascynuje, ale i trochę budzi we mnie obawy ze względu na swoją odmienną kulturę. Jednak takiej właśnie kombinacji szukam w swoich podróżach. Poza tym już samo przygotowywanie tej podróży jest świetnym doświadczeniem. Naprawdę dużo się uczę podczas organizowania tego wyjazdu.

 

- Pierwsza część Twojej wyprawy to głównie marokańskie wybrzeże. Czy to oznacza, że zabierzesz ze sobą deskę do sufingu i będziesz spała na plażach?

 

Początkowo był taki plan. Ale dłuższe dystanse z deską są niebezpieczne ze względu na siłę wiatru i powierzchnię deski, co może się skończyć spychaniem z drogi. Co do namiotu, to na wszelki wypadek go zabieram. Jednak chcę unikać samotnych campingów z wiadomych powodów. Aby trochę zaoszczędzić, mam zamiar opisywać i reklamować na blogu hostele w zamian za możliwość noclegu. Tak jak dotychczas będę też szukać kontaktów na Couch Surfingu.

 

- Na Twojej stronie są świetne zdjęcia z dalekich podróży. Trochę świata już przejechałaś. Mówiąc wprost, mogłabyś zawstydzić niejednego obieżyświata swoim dorobkiem podróżniczym. Byłaś w Nowej Zelandii, Australii, Azji Południowo-Wschodniej, na Tajwanie, w Indonezji, Malezji, Tajlandii, Birmie, Laosie, Kambodży, Wietnamie... Można tak wymieniać bez końca.

 

Być może trochę tego jest, ale kiedy patrzę na mapę to i tak czuję się mała. Mam wewnętrzną potrzebę stawiania sobie wyzwań. Moim głębokim pragnieniem jest docieranie tam, gdzie wciąż było niewielu. Dlatego też jestem nienasycona i nieusatysfakcjonowana drogą, którą dotąd przemierzyłam. Ale nie jest też tak, że chcę się w tym podróżowaniu zatracić, ponieważ stabilne, codzienne życie też ma swoje plusy.

Moim wielkim marzeniem i projektem, którym chciałabym się zająć już po powrocie z Maroka, jest przygotowanie podróży motocyklowej przez Amerykę Południową. Miałam się tam wybrać z plecakiem, ale motocykl nadaje takiej podróży więcej charakteru! I to by było naprawdę coś!

Zobaczymy, jak pójdzie z Into The Dust. Chciałabym, żeby ktoś mnie zauważył i zainteresował się dalszą współpracą.

 

- Czy pasja motocyklowa to efekt zarażenia się wirusem motocyklowym, jaki złapałaś gdzieś podczas tych podróży w Azji, Australii, a może już w Europie?

 

Zainteresowałam się motocyklami dzięki mojemu dziadkowi, który jest mechanikiem i w młodości miał prawie wszystkie modele polskich motorów, ale także przez brata, który nauczył mnie podstaw jazdy w terenie na enduro Yamaha DT 125.

Zawsze bardziej interesowały mnie motocykle niż możliwość jazdy samochodem. Na studiach zbierałam pieniądze na swój pierwszy motor, ale podróżowanie z plecakiem było wtedy ważniejsze. Wcześniej, w liceum, w każdej wolnej chwili wyjeżdżałam na autostopowe tripy po Europie, wspinałam się, chodziłam po górach. Następnie podczas rocznej podróży po Azji Poludniowo-Wschodniej kombinowałam z zakupem motoru i podróżowania w ten sposób, jednak przepisy graniczne popsuły moje plany.

Jak widać, to pragnienie zawsze gdzieś tam we mnie było, ale inne rzeczy były wtedy ważniejsze. Gdy wreszcie postanowiłam, że czas zrealizować to marzenie i kupić motor, zdecydowałam się na to w Hiszpanii, w której obecnie mieszkam i jestem na praktykach absolwenckich z programu Erasmus. Przekonała mnie to tego wysoka kultura jazdy Hiszpanów i Hiszpanek.

Ponadto backpacking, czyli podróżowanie z plecakiem, przestało być dla mnie jakimś tam wyzwaniem. Podobnie samotne podróże. I stąd właśnie decyzja o podróżach motocyklowych. Na samą myśl o nich skacze mi ciśnienie! I to jest takie przyjemne uczucie podekscytowania, kiedy robisz coś pierwszy raz w swoim życiu. A przy tym ile się uczysz!? Ten ciągły rozwój jest dla mnie ogromnie ważny.

Motocykl daje mi też niesamowite poczucie wolności i przyjemności. I to jest piękne!

 

- Postanowiłaś wyjechać solo. To jest świadomy wybór czy konieczność, gdyż na przykład nie lubisz, aby Ci ktoś marudził i zabierał swobodę podróżowania i poznawania nowych ludzi? A może jazda solo daje Tobie lepsze możliwości poznawania i większego kopa? Poza tym, czy naprawdę nie ma na tyle dobrych motocyklistów, partnerów na wyprawę, z którymi warto by pojechać? Wreszcie, czy nie łatwiej byłoby wykupić jakąś komercyjną wyprawę i jechać ze wsparciem?

 

Wyruszam sama, aczkolwiek rozsyłam ogłoszenia na forach i być może w drodze ktoś do mnie dołączy. Podczas samotnych podróży poznaje się mnóstwo ludzi, więc z własnego doświadczenia wiem, że nie będę cały czas sama. Plusem samotnej podróży jest głównie to, że to ja decyduję o wszystkim. Jednak realizowanie wspólnego projektu podróżniczego również może przynieść wiele radości i satysfakcji.

21-22 marca w Marrakeszu odbędzie się krajowy zjazd organizowany przez kobiecy klub motocyklowy MISS MAROCCO, więc być może już tam kogoś poznam J

Jak najbardziej, jest mnóstwo fantastycznych osób, z którymi warto byłoby podróżować. Mam nadzieję, że dzięki tej wyprawie uda mi się lepiej poznać środowisko motocyklowe.

A co do wypraw komercyjnych, to zostawię je sobie na starość, choć liczę, że wtedy będę już organizować swoje! ;) Być może byłoby i łatwiej, ale możliwość organizowania i planowania swojej podroży daje mi niesamowitą satysfakcję. Podczas przygotowań do Into The Dust korzystam z całego mojego podróżniczego doświadczenia, wiedzy ze studiów i z rozmów z ludźmi. Na każdym kroku zaskakuje mnie coś nowego i dzięki temu wciąż się rozwijam.

 

- Jedziesz malutką Yamachą 125. Oczywiście, taki motorek mało pali i ma dużo pozytywów. Jednak w sensie logistycznym to może być jednak wyzwanie. Myślę tu bardziej o pokonywaniu dystansów w górach i ciężkim terenie. Jak chcesz się na to maleństwo zapakować, a więc upchnąć te wszystkie drobiazgi, jakie potrzebuje kobieta do codziennego życia? Masz jakieś specjalne wyposażenie typu rogal, czy raczej preferujesz kufry? A może zrobisz jakieś zapasy na miejscu i potem będziesz je powoli odbierać? Będziesz miała ekipę wspomagającą jadącą w samochodzie, czy może bierzesz ze sobą tylko śpiwór i kartę kredytową? Na czym polega, Twoim zdaniem, złoty środek na to, co koniecznie należy zabrać ze sobą, a co należy zostawić, żeby nie stać się niewolnikiem przedmiotów?

 

Kwestia logistyczna jest jak najbardziej opanowana. Po tych wszystkich latach podróżowania doszłam do etapu, kiedy naprawdę wystarcza mi minimum. Zabieram ze sobą tylko spakowany 35-litrowy plecak i kufer centralny, który tak na marginesie jest fatalnym rozwiązaniem, bo wszystkim, co jest w środku, rzuca. Być może uda mi się dostać wsparcie w postaci tank-bak’u od sponsorów. Ale jeszcze zobaczymy.

Nie będę miała w Maroko żadnej ekipy wspierającej. Tak naprawdę, to, co niezbędne dla moto będę miała ze sobą, a reszta rzeczy to: para spodni, softshel, bielizna termo, bielizna codziennego użytku, jakieś kosmetyki, dziennik podroży, laptop, kamerka, aparat, mapa, gps, namiot i mata do yogi.

Nie wydaje mi się, żeby to był złoty środek. Ale mi jest naprawdę dobrze z moim minimalizmem życiowym i prostotą. Nie lubię zbierać przedmiotów i pięć razy zastanowię się, zanim coś kupię. Staram się też kierować zasadami odpowiedzialnej konsumpcji. Dlatego o sponsoring poprosiłam firmę, która sprzedaje używaną odzież motocyklową, bo nowy sprzęt nie jest konieczny, ma się po prostu sprawdzić.

 

- Wiadomo, że nie będzie to wyjazd hard enduro, ale powiedz może, jak się przygotowujesz do tego wyjazdu? Wbrew pozorom jazda nawet na takiej „małej pszczółce” może być fizycznie wymagająca, szczególnie w górach. Planujesz więc jakieś przygotowania kondycyjne, na przykład już teraz biegasz codziennie rano 5 kilometrów i potem chodzisz na siłownię?

 

„Malej pszczółce”? Hahhahahhaahha J urocze!

Najlepsze przygotowanie kondycyjne daje mi surfing. Staram się być codziennie w wodzie, bo mimo zimy, słońce rozpieszcza południową Hiszpanię. Ponadto podstawowe ćwiczenia rozciągająco-wzmacniające, długie spacery wzdłuż wybrzeża i dużo snu! ;)

Tak naprawdę najważniejszy będzie ten pierwszy tydzień w podróży, kiedy będę się przyzwyczajać do godzin spędzonych w siodle i do marokańskiego chaosu na drodze.

 

- Nieźle: codzienny surfing, spacer nad oceanem, joga. To może zapytam teraz o coś z zupełnie innej beczki. Wiadomo, że nawet najlepsze motocykle czasem się psują. Co się więc stanie, gdy motocykl ci powie, że ma dość? Czy, jako kobieta, masz jakieś pojęcie o naprawianiu motocykla? Umiesz na przykład sama zmienić koło i świece w trasie?

 

Zmienić koła jeszcze nie potrafię. Jednak póki co, dobrze wychodzi mi kosmetyka Yamahy ;) Jak najbardziej interesuje mnie kwestia dbania o motor i posiadania podstawowej wiedzy w tym zakresie. Dlatego opanowanie tego tematu jest jednym z elementów przygotowań do podróży. Mam zamiar spotkać się kilka razy ze znajomym, który jest mechanikiem, i od którego zresztą kupiłam tutaj (w Cadiz) Yamahę, żeby przygotować się do tych awaryjnych sytuacji w podroży.

Zabiorę też najważniejszy dla moto sprzęt, więc w razie czego, będę próbować sama. W ostateczności będę prosić ludzi o pomoc. Miałam już taką sytuację w Wietnamie, więc nie powinno być problemów.

 

- Na zakończenie zapytam o drogi. Jakie Cię kręcą...? Jeśli nie asfalty, to co? I co można tam znaleźć? Poza tym, jakie masz opony: terenowe czy duale oraz jakimi trasami będziesz się poruszać: asfalt, szutry...?

 

Najbardziej kręci mnie kurz Sahary, wydmy, błoto i góry, ale to jeszcze nie ten czas. Z YBR-ką uczę się turystyki motocyklowej. Mocą nie powala, ale darzę ją szacunkiem.

Podróż dookoła Maroka planuję głownie asfaltem, choć pewnie nie raz dane mi będzie zgubić się na szutrowych bezdrożach. Niektóre drogi mogą być wciąż nienaprawione po powodziach, zwłaszcza w południowej części Maroka.

Podczas swojej podróży skończę 27 lat, więc chodzi mi po głowie pomysł, żeby zrobić sobie prezent i skoczyć z enduro na pustynię. Móc pojeździć na Saharze to byłoby coś! Na razie tylko rozglądam się, ile taka przyjemność może kosztować... Poza tym myślę, że kolejną moją maszyną będzie jednak enduro! ;)

 

Dziękuje bardzo za rozmowę


1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

Komentarze   

Guest
+1 # Guest 2015-02-18 19:37
Hola! Trzymamy kciuki!!!!!!
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

© mototour.pl