Afryka Zachodnia motocyklem... wywiad

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Trasa szczegółowa: Dakhla; Sahara Zach. - start wyprawy - Nawakszut, Mauretania stolica - Bamako; Mali - stolica - Grand Bassam; Wybrzeże Kości Słoniowej - kurort nad oceanem - Lome; Togo - stolica i jednocześnie najodleglejszy punkt wyprawy - Bobo Dioulasso; Burkina Faso - pierwsza stolica - Segou; Mali - miasto nad Nigrem gdzie odbywał się jeden z największych festiwali etno w Afryce

 

Rozmawiamy z Grzegorzem Malickim o jego wyprawie motocyklowej do Afryki Zachodniej.

 
 

Redakcja: W życiu prawie każdego mężczyzny pojawia się czasem marzenie o realizacji podróży życia. Czy dla Ciebie wyprawa do Afryki Zachodniej była właśnie taką podróżą, którą bez wahania nazwałbyś „podróżą życia”, czy może był to tylko kolejny przystanek na Twojej drodze?
 

Grzegorz Malicki - Greg: Akurat w moim przypadku jest trochę inaczej. W ubiegłym roku postanowiłem, że reszta mojego życia będzie podróżą i, jak widać, wprowadzam ten plan w życie. I to, siłą rzeczy, będzie podróżą mojego życia. Natomiast Afryka była przygodą mojego życia. W moich dotychczasowych wyprawach z pewnością smakowałem lepszej kuchni, kosztowałem lepszego wina i widziałem piękniejsze widoki. Ale takiej przygody do tej pory nie przeżyłem.
 

R.: Opisz krótko tę Twoją wyprawę. Przez jakie kraje/krainy przejeżdżałeś? Które z nich zrobiły na Tobie największe wrażenie – te pozytywne i te negatywne oczywiście? 
 
 

G.M.:  Podczas podróży przez Afrykę Zachodnią odwiedziłem: Saharę Zachodnią, Mauretanię, Mali, Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghanę, Togo, Benin i Burkina Faso. Z pewnością najgorsze wspomnienia mam z Mauretanii. Brak benzyny, brak atrakcji i na dodatek horrendalna cena wizy: 240 euro tam i z powrotem. Niestety, jadąc w głąb Afryki od strony zachodniej nie ma możliwości, żeby ją ominąć. Zachwyciło mnie Mali. Właśnie tam mogłem dotknąć tej prawdziwej, niczym nie skażonej Afryki. Dzięki motocyklowi dotarłem do wiosek, do których nie da się dotrzeć samochodem. Zachwyciła mnie uroda Malijek, ich czystość i dbałość o wygląd. Biorąc pod uwagę, że nie ma tam ani prądu, ani wody, ani żadnych udogodnień cywilizacyjnych, to jest wręcz niewiarygodne. Najprzyjemniejsze chwile z kolei, przeżyliśmy w Togo. Między innymi dlatego, że spotkaliśmy pierwszego mówiącego bardzo dobrze po angielsku Afrykanina. Niestety we wszystkich prawie krajach dominuje język francuski.
 
 

R.: Czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze coś magicznego w Afryce? Czy udało ci się znaleźć takie miejsce w Afryce, które ma jeszcze coś wspólnego z opisami Livingstona, Stanleya czy choćby naszego polskiego Kazimierza Nowaka? A może jest to już tylko obraz Afryki, której nie ma, a kraje afrykańskie są teraz jedną światową wioską, w której ludzie kupują to samo, co w Europie i żyją według tych samych wartości?
 

G.M.: Najbliższe tej magii są właśnie te miejsca, o których przed chwilą mówiłem. Z dala od większych ośrodków i traktów. Życie tych ludzi pod wieloma względami się nie zmieniło. Dotyczy to szczególnie zwyczajów, rytmu dnia. Ludzie nadal żyją w lepiankach. Po wodę chodzą kilka kilometrów. Nie mają prądu, w związku z tym nie mają żadnych urządzeń kojarzonych z naszą cywilizacją. Ale jest jeden wyjątek. Króluje tam pewien przedmiot – smartfon. To jest jakieś przekleństwo. Zapytacie pewnie: a skąd oni tam mają prąd? Otóż u starszego wioski stoją na ogół cztery duże akumulatory. Jak dwa się wyczerpią, to ładują je na platformę zaprzęgniętą w osiołka i jadą gdzieś dzień lub dwa, żeby wymienić. W tym czasie pracują pozostałe dwa. A przez smartfony wydaje im się, że nasz świat tak wygląda, jak go widzą. I to jest ich nieszczęście.
 

 
R.: Wiele osób wyobraża sobie Afrykę jako dziką i odległą krainę za górami. Jak wyglądało to w Twoim przypadku? 
 

G.M.: Są połacie dzikie i odległe od cywilizacji, ale zdecydowana większość Afrykanów ciągnie do wielkich wielomilionowych miast, w których bardzo często mieszkają w tragicznych wręcz warunkach. Problemem jest tam też woda. No i w rezultacie życie wcale nie jest tam łatwiejsze. Ale to już jest znak naszych czasów. 
 

 
R.: Czy podróżowanie po Afryce ma znamiona przypadkowości, czy też z góry ustalonej trasy, którą planuje się na długo przed wyjazdem?
 
Jedyne, co było ustalone, to kraje, które odwiedzę i jakaś mniej więcej określona marszruta. Później to już całkowity spontan. Nie da się określić czasu i kilometrów, jakie w tym czasie pokonamy. Dlatego codziennie praktycznie trzeba było korygować plan i wytyczać marszrutę. Niektóre punkty wypadały z programu, a przypadkowo pojawiały się inne. Tak było przez cały miesiąc.
 

 
R.: Pomówmy może o bezpieczeństwie podróżowania po Afryce. Co niesie ze sobą większe niebezpieczeństwo: komary i inne insekty czy może konfrontacja z czynnikiem ludzkim, typu bandy i złodzieje? Czy Afryka, mówiąc wprost, jest bezpieczna dla białego człowieka przemierzającego ją na motocyklu?
 

G.M.: Afryka z pewnością jest najmniej bezpieczna, a niebezpieczeństwo grozi przede wszystkim ze strony ludzi. Chociaż przytłaczająca większość z nich jest nastawiona bardzo przyjaźnie. Gdyby nie ciągle napotykane punkty kontrolne wojska i policji, byłoby to bardzo niebezpieczne. Ale mimo to zostaliśmy zaatakowani przez bandę w pickupie i musieliśmy salwować się ucieczką. Na szczęście w gęsto zalesionym terenie motocykl wziął górę nad samochodem. Oczywiście osobny temat to malaria. Nie wyobrażam sobie, żeby nie wyposażyć się w dobry środek zabezpieczający. Ja używałem Malarone. Choć jest drogi, to jednak dobrze działa.
 

 
R.: Jak zatem wyglądają relacje podróżnika przemierzającego Afrykę na motocyklu z tubylcami?
 
 

G.M.: Tubylcy są nastawieni na ogół przyjaźnie, ale trudno o jakąkolwiek komunikację, jeżeli nie znasz francuskiego i to bardzo dobrze. Ich francuski z pewnością nie jest językiem literackim. Ale przeżyłem również i piękne chwile w relacjach z tubylcami, więc nie chciałbym narzekać.
 

 
R.: Kolejna rzecz, ważna w czasie podróży po kontynencie afrykańskim, to skala korupcji. Czy łatwo jest podróżować po Afryce i jaka jest rola łapówek na trasie? Czy można podróżować niskobudżetowo czy raczej na bogato? Jak wyglądała Twoja podróż, a jaki jest, Twoim zdaniem, możliwy obecnie styl podróżowania po Afryce?
 

G.M.: Korupcja daje się we znaki tylko na granicach, ale ogólnie jest bardzo uciążliwa. Ponieważ ja przekraczałem granicę 10 razy i to na dodatek własnym środkiem lokomocji, to muszę powiedzieć, że różne łapówki, wizy i ubezpieczenia stanowiły niebagatelną rolę w budżecie. Ale zdecydowanie najwięcej kosztowały wizy. Spałem mniej więcej pół na pół w namiocie i w hotelach. Chociaż czasami trudno było nazwać te miejsca hotelami. W części subsaharyjskiej namiot jest doskonałym rozwiązaniem. Cudownie rozgwieżdżone niebo w nocy, a potem równie cudowny poranek. Należy tylko pamiętać, żeby zjechać dalej od uczęszczanego traktu, żeby nie rzucać się w oczy. Tak dla bezpieczeństwa. Jednak co kilka dni fajnie jest się umyć, więc wtedy warto skorzystać z taniego hotelu. Gorzej jest w strefie tropikalnej. Roślinność tam jest tak bujna, że żeby rozbić namiot, trzeba by sobie było wykarczować miejsce na niego. Wówczas trzeba szukać hotelu. Ale jednak ogólnie dzięki klimatowi można podróżować z rzadka korzystając z hotelu, a co za tym idzie – niskobudżetowo.
 

 
R.: Z perspektywy odbytej wyprawy na pewno masz już jakieś przemyślenia związane z Afryką. Czy była ona taką, o jakiej myślałeś sobie przed wyjazdem, czy też raczej zaskoczyła Cię i przerosła Twoje wyobrażenia i oczekiwania?
 

G.M.: Przed wyjazdem nie miałem jakichś konkretnych oczekiwań. Wychowałem się, co prawda, na książkach Alfreda Szklarskiego, ale to było dawno temu. Z pewnością pora sucha nie jest najlepszym okresem na poznawanie Afryki. Jest ona w tym czasie dużo brzydsza. Głównie z powodu zawieszonego w powietrzu pyłu piaskowego, który skutecznie pogarsza widoczność. Zdecydowanie lepiej jest pojechać w porze letniej zaraz po porze deszczowej. Wówczas Afryka jest bardzo zielona, a temperatura wcale nie jest dużo wyższa. Następnym razem z pewnością tak zrobię.
 

 
R.: Sztuką jest, wybierając się na jakąś wyprawę czy w zwykłą podróż, w odpowiedni sposób spakować swój bagaż. Zawsze zdarzy się, że czegoś nie zabierzemy, a jest później niezbędne, i na odwrót. Jak to było w Twoim przypadku? Zabrałeś wszystko, co potrzeba na taką wyprawę, czy jednak, pomimo skrupulatnego planowania, nie przewidziałeś pewnych sytuacji?
 

G.M.: Akurat w moim przypadku jest trochę inaczej. Podróżuję już wiele lat prawie po wszystkich kontynentach. W pakowaniu doszedłem do ogromnej wprawy. Pakuję się praktycznie automatycznie, z zamkniętymi oczami. Raczej rzadko mi się zdarza, żebym wziął coś zbędnego, a zapominać też raczej nie zapominam.
 

 
R.: Jadąc przez różne strefy klimatyczne, obładowany całym dobytkiem, musisz co chwilę mierzyć się ze skrajnościami klimatycznym i temperaturowym szokiem. Bo raz jest 50 stopni Celsjusza w cieniu, a innym razem na pustyni w nocy temperatura sięga zera stopni. Jakie ubranie i wyposażenie zabrałeś na tenwyjazd? Jaki jest Twój pomysł na dobrą i uniwersalną „zbroję motocyklisty” na takiej afrykańskiej wyprawie?
 

G.M.: Tu dochodzimy do sedna sprawy. Na motocyklu mamy ograniczoną ilość miejsca. Dlatego trzeba wszystko mieć bardzo dobrze przemyślane. Dla motocyklisty najważniejsze są ubrania motocyklowe. Moim zdaniem najlepsze na ten klimat jest Companero firmy Touratech. Dlaczego? O tym musiałbym długo mówić. Niezbędny jest też lekki namiot, koniecznie ze stelażem aluminiowym. Niestety stelaże z włókna szklanego mają to do siebie, że się często łamią. Oczywiście o kuchence i kawiarce nie muszę wspominać. Bielizna tylko termoaktywna. Zabiera mało miejsca i łatwo się pierze. Pamiętajcie tylko o jednym. Pranie w strefie tropikalnej, gdzie wilgotność powietrza dochodzi do 100% trzeba zrobić w dzień. W nocy nic Wam nie wyschnie. Chyba, że będziecie mieli do dyspozycji klimatyzowane pomieszczenie. Bardzo ważne jest również jedzenie. Polecam mój system. Jeżeli jesteśmy z dala od cywilizacji, to rano baton z dużą dawką energii i kawa. Wieczorem warto sięgnąć po żywność liofilizowaną, która daje dużo energii i ma bardzo bogate wartości odżywcze. Wodę w większości wiosek można kupić. Trzy litry na plecach to wystarczający zapas. Trzeba też koniecznie rozpuszczać izotonik, żeby nie wypłukać minerałów. W tym klimacie pije się 5-6 litrów dziennie. 
 

 
R.: Dzięki za rozmowę i życzę odjazdowych tras motocyklowych w przyszłości.
 
 
 
Fotografie: Grzegorz Malicki - moto-voyager.com

1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 5.00 (1 Vote)

Komentarze   

Kate
+2 # Kate 2017-05-04 15:53
Super rozmowa. Ale klimat robią zdjęcia!
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

© mototour.pl