Silverado city, kowboje i motocykle - 2013

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Miejsce: Bożejewiczki k. Żnina
Data: 4 Sierpień 2013
Temat: II Zlot motocykli Harley Davidson, Chopper i zabytkowych

1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.50 (2 Votes)

Już sam wjazd do małej wsi Bożejewiczki kilka kilometrów niedaleko Żnina wróży coś osobliwego, a zarazem eklektycznego. Oto bowiem zaraz po skręcie z drogi Żnin - Gniezno, na największym skrzyżowaniu we wiosce znajduje się figurka matki boskiej i dumna tablica Silveradocity. Zaraz obok jest długa łąka i parking z dołami, długi parkan, kilka domów, a zaraz dalej długi, gęsty i wysoki płot z postrzępionych desek skutecznie zasłaniający cały obiekt. Gdzieś w tym wszystkim małe okienko i kasa gdzie można kupić bilet. Impreza miała być z przytupem. Zapowiadano zlot motocykli ciężkich zabytkowych oraz Harley Davidson. Przed parkanem stało kilkadziesiąt różnorodnych motocykli ciężkich. Przeważały Choppery, Cruisery, Suzuki, Hondy, Goldwingi, kilka BMW, kilkanaście standardowych modeli kultowej marki Harley i gdzieś z boku drobna, ale świetnie odnowiona WSK-a. Potem okazało się, że to twór rodzimej myśli technologicznej, a nie dumne Harleye budził największe zainteresowanie.


Wszyscy się zastanawiali na czym będzie polegało zaplanowane na godzinę 12 w południe oficjalna parada motocykli po miasteczku? Czy chodzi o paradę w położonym nieopodal Żninie? Czy może o miasteczko - Bożejewiczki, ale przecież to wieś z jedną ulicą - więc chyba nie... Kiedy chwilę po tym jak wybiło południe, otwarto drewnianą bramę i wyjechało kilka koni z amerykańską i polską flagą było już jasne. Parada w miasteczku to oczywiście parada w miasteczku westernowym. Silverado city to bowiem płaski, piaszczysty plac z drewnianymi budami po bokach: salonem, bankiem, więzieniem i kilkoma knajpami i sklepikami szumnie nazywane miasteczkiem. Wszystko zgodnie z najlepszym westernowym modelem XIX wiecznej społeczności amerykańskiej. Głównym akcentem miasteczka jest stojąca na środku szubienica i duże piaszczyste pole, po którym krążą dzikie mustangi i co chwile słychać jakaś strzelaninę. Taki trochę zaimportowany amerykański model ludowości i kultury regionalnej. No jedyne czego nam brakowało to jednak apaczów i jakiejś wojny między białymi.

Sama parada zawiodła. W nocy padał rzęsisty deszcz i ziemia była podmokła i większość ciężkich maszyn zapadała się w glinie i miękkim podłożu. Nie było żadnego okrążania, poprostu przejechano z placu przed parkanem na parking położony z tyłu. Trwało to jakieś 2-3 minuty i koniec. Na końcu kolumny jechał kowboj z wąsem na rowerze i strzelał z rewolweru. Po przejeździe wszystkie motocykle stanęły na parkingu i to był koniec parady. Za to można było chwilę porozmawiać i popatrzyć na motocykle. Największe emocje budziła polska wueska. Zaraz potem zaczął się program artystyczny. Inscenizacje niewiele miały jednak wspólnego z życiem motocyklisty. No chyba, że uznamy, że jazda na koniu prawdziwym i mechanicznym to jest to samo. Gwoździem programu były strzelaniny i odbijanie koniokrada. Miano już powiesić drania na szubienicy w centrum i zapowiadało, się naprawdę fantastycznie. Tłum na moment się podekscytował. Bo w końcu trochę ludzi kupiło bilety i każdy chciał coś jednak przeżyć, a nie tylko tak stać na boku bezproduktywnie. Jednak w ostatnim momencie ekipa się  ulotniła na zaplecze bez rękoczynów. Może został odbity??? Potem napięcie spadło. Akcja się zatrzymała. A szkoda. Komentator zachęcał dramatycznym. ochrypłym głosem do robienia zdjęć z kowbojami. Całe misternie budowane napięcie zostało zmarnowane i zrobiło się jakoś łyso. Zapachniało trochę komerchą i tanim odpustem. Towarzystwo rozlazło się po obiekcie. Narrator znów namawiał dzieci do jazdy na koniu za dolara i kupowania innych atrakcji. Niektórzy pobiegli na środek i dali się ponieść fali. Zrobili sobie fotki z kowbojami. Potem miały być zapowiedziane pokazy rewolwerowców, pokaz tańca country, pokazy kaskaderskie, jazdy na byku, napad na bank i najbardziej spektakularny wyczyn jakim miał być pojedynek konia z motocyklem. Niestety zaczął padać deszcz i brać motocyklowa zaczęła się powoli zwijać. Bo w końcu melanż kowboja z motocyklistą to była konstrukcja zbyt wydumana. My również zwinęliśmy się i trochę chyba za wcześnie i nam jednak szkoda tego wyścigu pomiędzy koniem i motocyklem, bo to mogło być naprawdę frapujące i fascynujące. Może macie jakieś informacje czy jednak się ta dyscyplina odbywała i kto w końcu wygrał motocykl czy koń? My obstawiamy jednak za motocyklem...

 


1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

© mototour.pl