• DZ2A5853_4.jpg
  • IMG_3668.jpg
  • risk_1.jpg

Już sam wjazd do małej wsi Bożejewiczki kilka kilometrów niedaleko Żnina wróży coś osobliwego, a zarazem eklektycznego. Oto bowiem zaraz po skręcie z drogi Żnin - Gniezno, na największym skrzyżowaniu we wiosce znajduje się figurka matki boskiej i dumna tablica Silveradocity. Zaraz obok jest długa łąka i parking z dołami, długi parkan, kilka domów, a zaraz dalej długi, gęsty i wysoki płot z postrzępionych desek skutecznie zasłaniający cały obiekt. Gdzieś w tym wszystkim małe okienko i kasa gdzie można kupić bilet. Impreza miała być z przytupem. Zapowiadano zlot motocykli ciężkich zabytkowych oraz Harley Davidson. Przed parkanem stało kilkadziesiąt różnorodnych motocykli ciężkich. Przeważały Choppery, Cruisery, Suzuki, Hondy, Goldwingi, kilka BMW, kilkanaście standardowych modeli kultowej marki Harley i gdzieś z boku drobna, ale świetnie odnowiona WSK-a. Potem okazało się, że to twór rodzimej myśli technologicznej, a nie dumne Harleye budził największe zainteresowanie.


Wszyscy się zastanawiali na czym będzie polegało zaplanowane na godzinę 12 w południe oficjalna parada motocykli po miasteczku? Czy chodzi o paradę w położonym nieopodal Żninie? Czy może o miasteczko - Bożejewiczki, ale przecież to wieś z jedną ulicą - więc chyba nie... Kiedy chwilę po tym jak wybiło południe, otwarto drewnianą bramę i wyjechało kilka koni z amerykańską i polską flagą było już jasne. Parada w miasteczku to oczywiście parada w miasteczku westernowym. Silveradocity to bowiem płaski, piaszczysty plac z drewnianymi budami po bokach: salonem, bankiem, więzieniem i kilkoma knajpami i sklepikami szumnie nazywane miasteczkiem. Wszystko zgodnie z najlepszym westernowym modelem XIX wiecznej społeczności amerykańskiej. Głównym akcentem miasteczka jest stojąca na środku szubienica i duże piaszczyste pole, po którym krążą dzikie mustangi i co chwile słychać jakaś strzelaninę. Taki trochę zaimportowany amerykański model ludowości i kultury regionalnej. No jedyne czego nam brakowało to jednak Apaczów i jakiejś wojny między białymi.

Sama parada zawiodła. W nocy padał rzęsisty deszcz i ziemia była podmokła i większość ciężkich maszyn zapadała się w glinie i miękkim podłożu. Nie było żadnego okrążania, po prostu przejechano z placu przed parkanem na parking położony z tyłu. Trwało to jakieś 2-3 minuty i koniec. Na końcu kolumny jechał kowboj z wąsem na rowerze i strzelał z rewolweru. Po przejeździe wszystkie motocykle stanęły na parkingu i to był koniec parady. Za to można było chwilę porozmawiać i popatrzyć na motocykle. Największe emocje budziła polska wueska. Zaraz potem zaczął się program artystyczny. Inscenizacje niewiele miały jednak wspólnego z życiem motocyklisty. Gwoździem programu były strzelaniny i odbijanie koniokrada. Miano już powiesić drania na szubienicy w centrum i zapowiadało, się naprawdę fantastycznie. Tłum na moment się podekscytował. Bo w końcu trochę ludzi kupiło bilety i każdy chciał coś jednak przeżyć, a nie tylko tak stać na boku bezproduktywnie. Jednak w ostatnim momencie ekipa się  ulotniła na zaplecze bez rękoczynów. Może został odbity??? Potem napięcie spadło. Akcja się zatrzymała. A szkoda. Komentator zachęcał dramatycznym, ochrypłym głosem do robienia zdjęć z kowbojami. Całe misternie budowane napięcie zostało zmarnowane i zrobiło się jakoś łyso. Zapachniało trochę komerchą i tanim odpustem. Towarzystwo rozlazło się po obiekcie. Narrator znów namawiał dzieci do jazdy na koniu za dolara i kupowania innych atrakcji. Niektórzy pobiegli na środek i dali się ponieść fali. Zrobili sobie fotki z kowbojami. Potem miały być zapowiedziane pokazy rewolwerowców, pokaz tańca country, pokazy kaskaderskie, jazdy na byku, napad na bank i najbardziej spektakularny wyczyn jakim miał być pojedynek konia z motocyklem. Niestety zaczął padać deszcz i brać motocyklowa zaczęła się powoli zwijać. Bo w końcu melanż kowboja z motocyklistą to była konstrukcja zbyt wydumana. My również zwinęliśmy się i trochę chyba za wcześnie i nam jednak szkoda tego wyścigu pomiędzy koniem i motocyklem, bo to mogło być naprawdę frapujące i fascynujące. Może macie jakieś informacje czy jednak się ta dyscyplina odbywała i kto w końcu wygrał motocykl, czy koń? My obstawiamy jednak za motocyklem...

 


Miejsca w Polsce

Pałac Mańkowskich w Brodnicy k/Poznania

Wolsztyńska parowozownia nadal obsługuje przewozy pasażerskie

Motocyklowe Podlasie - Mielnik - Czeremcha - Hajnówka

Jeszcze więcej tagów

wyczyn   zlot   motocykli   całe   motocyklem   chwilę   żnina   prostu   bezproduktywnie   strzelał   gwoździem   trwało   inscenizacje   można   bowiem   motocykl   położony   westernowym   parkanem   trochę   programu   motocyklisty   każdy   byku   drania   wspólnego   moment   miały   kowbojami   parking   artystyczny   chciał   najbardziej   wąsem   davidson   zaraz   minuty   stać   pojedynek   niestety   przejeździe   jest   porozmawiać   fantastycznie   okrążania   szubienicy   rękoczynów   ostatnim   podekscytował   brać   miasteczku   stanęły   spektakularny   miano   boku   napad   tłum   parkingu   największe   niewiele   była   powoli   deszcz   tańca   potem   został   ludzi   bank   odbijanie   miejsce   koniokrada   zwijać   szkoda   kilka   zabytkowych   było   jakim   przed   wueska   zapowiadało   spadło   motocyklowa   kolumny   podłożu   obstawiamy   momencie   napięcie   kowboja   bożejewiczki   macie   parady   jakieś   chyba   zaczęła   motocyklistą   frapujące   może   polska   przeżyć   kowboj   pokazy   strzelaniny   emocje   bilety   rewolweru   gdzieś   naprawdę   tylko   motocykle   jazdy   akcja   końcu   melanż   ulotniła   odbity   odbywała   powiesić   południe   wszystkie   jechał   placu   kaskaderskie   informacje   były   miękkim   długi   zaczął   ekipa   konia   kupiło   popatrzyć   ciężkich   program   przejechano   tyłu   harley   dyscyplina   centrum   parada   padać   wygrał   życiem   zaplecze   żadnego   miał   jednak   budziła   rowerze   koniec   silveradocity